A A A

Hinduscy awatarowie

W naukach hinduizmu, a może nawet w całej myśli religijnej da się wyodrębnić dwa nurty. Jeden z nich skupia zwolenników miłości do Boga i oddania się Mu. Wszystko, co robimy, czynimy dla Boga, a nie dla siebie. W drugim nurcie również uznaje się potrzebę miłości i oddania, lecz nie jest on związany z Bogiem przyj- mującym wszelkie ofiary, lecz bardziej dotyczy fenomenu Jego istoty, podstawy Jego bytu. Dla większości Hindusów ta pierwsza droga jest łatwiejsza. Ich religia wydała nie spotykaną ilość bogiń i bogów, zaś wyznawcy często zapominają o ich tajem- niczych naturach, zadowalając się jedynie stereotypową symboliką. Można iden- tyfikować się w modlitwie z Kali - Matką Ziemi, gdyż jej wyznawca wie, że poprzez nią wielbi samo życie. Natomiast w jej niszczącym aspekcie czci oczysz- czającą siłę śmierci. Istnieją również bogowie kosmiczni, tacy jak: Rama, Kryszna, Wisznu itd. - legendarne postacie ucieleśniające wszelkie osobowe manifestacje samego Boga. Zgodnie z tradycją wcieleń, hinduski guru lub mądry nauczyciel powinni ucie- leśniać wielką mądrość i moc, uczniowie zaś winni zwracać się do nich z całym oddaniem. Jeżeli jest to guru bhakti, pobożny nauczyciel należący do pierwszego nurtu, będzie od ucznia wymagał bezwzględnego posłuszeństwa i oddania. W Indiach można spotkać wielu guru bhakti, lecz tylko niektórych cechuje powaga i wyczuwalny charyzmat. Tych czczą tysiące ludzi, a tłumy fanatyków przypisują im niewyobrażalne moce, uważając ich za awatarów lub zbawicieli oświeconych już w momencie narodzin, będących bezpośrednimi wcieleniami Boga, podobnie jak Jezus u chrześcijan, który stał się Bogiem-człowiekiem. Dwóch awatarów-nauczycieli opisanych w tej książce różni i wiek, i ich nauka. Meher Baba wychowany na parsa nie oferuje żadnych konkretnych metod; jego rady czasami są użyteczne, nazbyt jednak ogólnikowe i nieoryginalne. Ponieważ uważał się za inkarnację Boga, żądał dla siebie absolutnego posłuszeństwa. Natomiast Maharaj Ji jest jeszcze bardzo młody i chociaż nie rezygnuje z two- rzenia u wyznawców silnej więzi z sobą, to nie ma w tym zniewolenia przez auto- rytet, co wyczuwa się w żądaniach Meher Baby. W odróżnieniu od Meher Baby, w zamian za oddanie oferuje swoim wyznawcom możliwość zdobycia określonych 6 — Współcześni.. 81 nagród. Jedną z nagród jest widzenie światła, Boskiego Światła, które stało się też nazwą jego ruchu. U żadnego z tych nauczycieli rozum nie jest w nadmiernej cenie. Równocześnie, może i całkiem słusznie, żaden z nich nie wierzy, iż intelekt może pomóc w osta- tecznym zrozumieniu Rzeczywistości.
  • MAHARAJ JI ur.1958

    Guru Maharaj Ji urodził się w 1958 roku i gdy skończył osiem lat, został Satguru - odkrywcą Boskiego Światła. Podobnie jak w przypadku Meher Baby, uczniowie Maharaj a uważają go za wcielenie Boga, awatara, najbardziej świadomego i świętego między ludźmi. W przeciwieństwie do Meher Baby, oferuje on konkretne techniki pomocne w dotar- ciu do stanu transcendentnego, i właśnie efekty tych technik przyczyniły się do jego nieprawdopodobnej popularności wśród młodzieży; przekonał do siebie wielu Amerykanów, co zapewniło mu wykwintny styl życia. Starsi i co bardziej powściągliwi Europejczycy oraz Amerykanie, zgorszeni są taką formą relgii. Przypomina ona bardziej show biznes reklamujący gwiazdę - młodego Satguru - który jeżdżąc Rolls-Royce'em, tubalnym głosem jest obwiesz- czany światu jako awatar równy Jezusowi czy Buddzie. 92 Zanim jednak zbyt daleko posuniemy się w potępianiu łatwowierności młodych i ich potrzeby uwielbiania, podobnej do tej, jaką obdarza się gwiazdy pop, przyj- rzyjmy się dokładniej jego przeszłości oraz naukom, jakie proponuje. „Boskość" Maharaj Ji odziedziczył w głównej mierze po ojcu, Śri Hansie Maha- raju z Badrinath w Północnych Indiach. Śri Hans, który zmarł w 1966 roku, był prawdziwym guru bhakti. Interesował się nie tyle filozofią, ile takim nauczaniem, które prowadziło do poświęcenia się Bogu i utrzymywania z Nim świadomego kontaktu. Zajmuje więc w tej książce swoje miejsce jako mędrzec, gdyż skupił wokół siebie wielu wyznawców, podobnie jak czynili to inni. Może kilka niezbędnych szczegółów. Powiadają, że po wysłuchaniu nauczyciela - Dada Guru - zmieni! się z aroganckiego młodzieńca bez zainteresowań w peł- nego poświęcenia ucznia określonej ścieżki, a wszystko po to, aby zostać guru. Błagał o wiedzę i o upadeśa - inicjację; powiedziano mu, iż musi wysłuchać sat- sangu - duchowych rozważań swojego mistrza. Wreszcie nadszedł czas otrzyma- nia wtajemniczenia. Po drodze do Dada Guru musiał przejść przez strumyk, zmie- niony po ulewnych deszczach w rwący potok, który go porwał. Poddał się śmierci, żałując jedynie tego, że nie otrzymał wiedzy guru. Nagle wyciągnięto go z rzeki i przeniesiono na brzeg. Jak to zwykle w hinduskich historiach bywa, gdy zaczą! szukać wybawcy, nikogo nie znalazł. Uwierzył, że ten epizod jest znakiem od Boga, iż postępuje właściwie. Poszedł do Dada Guru i otrzymał cztery krijas - prawdy tworzące Wiedzę. Na początku nie wiedział, co miałby dalej z nimi robić, lecz po przeczytaniu Bhagawadgity tajem- nica bytu stała się dla niego absolutnie przejrzysta. Poddał się całkowicie swemu guru, był „skromny i pełen prostoty, całym sobą kierował się ku prawdzie". Po śmierci swojego mistrza zaczął szerzyć Wiedzę w Sindh, Lahore i Delhi, spędzając wiele czasu z robotnikami w Delhijskiej Fabryce Materiałów, których uczył róż- nych metod medytacji w działaniu, aby zawsze mogli być świadomi Boga. Nie uznawał różnic kastowych, gdyż całkowicie wierzył w to, że wszyscy ludzie mają prawo do Słowa Bożego. Kiedyś służący pracujący w domu bramińskiego ucznia poprosił go o inicjację. Śri Hans przyjął go i dał mu upadeśa, lecz gdy bramin o tym usłyszał, wściekł się. Powiedział, że jest nie do pomyślenia, by bramin i służący mogli być uczniami tego samego guru. Śri Hans odpowiedział, iż winą należy obarczyć Boga, który napełnia boskością serce każdego człowieka, zarówno serce bramina, jak i służącego, a on, Śri Hans, ani bramin nic nie mogą zrobić, aby to odmienić. Tego rodzaju zdarzenia przyniosły mu szacunek i popularność w różnych stro- nach Indii, mimo iż miał wrogów, a w fakcie jego ożenku dopatrywano się oznak niedoskonałości. To, do czego dążył, wyjaśniało się wraz z upływem czasu. Chciał nauczać bezpo- średniego duchowego doświadczenia bez stosowanych powszechnie zabiegów for- malnych - rytuału i modlitwy. Przypomina to postawy pierwszych kwakrów wśród Hindusów. Zdecydowanie wypowiadał się przeciwko hinduskiemu ukocha- niu metafizycznych sporów i filozoficznych debat, określając je mianem intelek- 95 tualnej rozrywki, na którą niepotrzebnie traci się czas; mianem gier niszczących intuicyjne zdolności do wyczuwania rzeczywistości. Prosił raczej o pełne miłości poddanie się jemu, guru, gdyż - jak mówił - bez nauczyciela nie można osiągnąć duchowego zrozumienia. Oddanie się swemu guru jest podstawą w hinduskiej tradycji. Czy jest to praw- dziwie religijna ścieżka? Na pewnym etapie ludzkiego rozwoju potrzebne jest odwołanie się do boskiej postaci, czasami obrazu, na które przelewamy uczucia miłości, gdyż inaczej pozostałyby one nie wyrażone. Samo oddawanie czci, radości i intensywnej miłości może doprowadzić człowieka do bardziej otwartej, opartej na ufności akceptacji codziennych spraw. Z drugiej strony, całkowite oddanie się ziemskiemu guru (czasami nazbyt ziem- skiemu) musi prowadzić do zbyt emocjonalnej zależności; tak samo, jak nadmier- ne przywiązanie się do religijności obrzędowej osłabia poszukującego ducha. Bud- da, z pochodzenia Hindus, wypowiedział się ostro przeciwko praktykom bramiń- skim i zakazał swoim wyznawcom dopatrywać się w nim czegoś więcej niż nau- czyciela pewnej ścieżki, którą mogą iść wszyscy razem z nim jako przewodnikiem, albo bez niego. Jego ścieżka była ścieżką ufności we własne siły, odkrywania w trakcie własnego rozwoju słuszności prawd, jakie głosił. Człowiek Zachodu, obstając przy Chrystusie historycznym, sam, na całe wieki, stanął przed dylematem posiadania najwyższego guru, nie mogąc równocześnie wypełniać jego nauk. Chrystus był niepowtarzalnym, jedynym, danym raz na zawsze guru, któremu żaden ze współczesnych nie jest w stanie dorównać. Jednak z analizy tego, czego nauczał Chrystus, wynika, iż niezależnie od niewątpliwych możliwości praktycznych, jego nauka odnosi się bardziej do sfery moralności, niż rozwoju duchowego, i raczej nie wywołuje przemiany siebie oraz uświadomienia sobie Boga. Wielbienie brodatego i surowego moralisty lub pokornego i przebacza- jącego Zbawiciela nie zadowala wielu ludzi naszych czasów. Jak do tej pory nie potrafimy pozbyć się obrazu Chrystusa, by przygotować miejsce na nowe oświe- cenie. Młody Maharaj Ji, który po Śri Hansie został guru, sądzi, iż rozwiązał ten chrześcijański dylemat. Wiedza, którą przekazuje, jest uniwersalna - mówi - i jest czystą esencją wszystkich religii. Nie jest specyficznie hinduska, tak więc jego mesjanistyczne posłanie nie ogranicza się do jednej religii. W Londynie w 1971 roku powiedział: „Ta Wiedza jest tak święta, tak doskonała, że jedna wydobywająca się z niej iskra jest tak doskonała, tak absolutnie doskonała, że tam gdzie dotrze, uderza i udoskonala; gdziekolwiek dotrze, znów ponownie udoskonala. Tam, gdzie spadnie jedna iskra tej Wiedzy, tam wszystko zostaje absolutnie udoskonalone. I tę Wie- dzę mam tutaj".' W Kolorado w 1972 roku też mówił o Wiedzy i o przekazywaniu jej ludzkości: „Nie boję się o tym mówić każdemu, gdyż rzecz, o której mówię, jest prawdziwa. Nadchodzi czas, gdy świat ujrzy wydarzającą się, wielką, dziwną rzecz, naprawdę dziejącą się, doniosłą sprawę. Bliski jest czas, gdy świat rozpozna, kim jest Bóg - nie tylko będzie wierzyć w Boga, lecz wiedzieć, że Bóg istnieje".2 Wiedzieć o tym, iż Bóg istnieje dla wielu ludzi byłoby gwarancją tak doniosłą, że przeobraziłoby to ich całe życie. Tę nieznośną, egzystencjalną wątpliwość częścio- wo powoduje brak zewnętrznych, obiektywnych dowodów na istnienie Boga. Jeże- li dałoby się rozproszyć te wątpliwości dzięki najwyższej wiedzy, to któżby się temu oparł? Kto nie chciałby przyjść i jak najszybciej dowiedzieć się tego, co powienien wiedzieć? Tak właśnie postępują ci, którzy uważają, że Maharaj Ji jest tym, który udo- stępni im tę wiedzę. Niezależnie od tego, czy otrzymają prawdziwą wiedzę o Bogu, czy nie, codziennie tysiące młodych ludzi staje po nią w kolejce tęskniąc do chwili, gdy odczują wibrację, zobaczą jasne światło, poczują zapach nektaru, usłyszą boski dźwięk. Te cztery doświadczenia tworzą Wiedzę Boga, udostępnianą światu przez guru Maharaja. Pierwsze z tych czterech doświadczeń - wibracja - jest najważniejsze. Określa się ją też mianem Słowa Boga i uznaje za wibrację kosmicznej energii ożywiają- cej wszechświat. Jest tutaj, w środku nas - mówi Maharaj Ji - lecz nie jesteśmy jej świadomi, nie wiemy, jak ją sobie uświadomić. Pomóc nam może inicjacja z rąk samego guru lub jednego z mahatman - wybrańców przekazujących tę Wiedzę. Gdy pojawi się świadomość wibracji, ciało zaczyna poruszać się zgodnie z nią, potem można zobaczyć światło, które ma być przerażająco jasne (oczy są za- mknięte). Jest to Boskie Światło Boga, stąd ruch Maharaja Ji przyjął nazwę Misji Boskiego Światła. To właśnie światło wydaje się szczególnie boskie tym, którzy je widzą - nie każdy jednak je widzi, nie dzieje się to automatycznie po odczuciu wibracji. Mówi się również, że intelektualiści, tacy jak np. nauczyciele, mogą mieć sporo trudności, by je w ogóle dostrzec. To światło uważane jest również za trzecie oko. Nektar pochodzący ze środka, pojawiający się w ustach, ma podobno słodki smak i ma być źródłem wszelkich płynów w ciele. Boski dźwięk ma być muzyką, delikatną i wspaniałą. Ci, którzy przeszli inicjację, znani są jako „premies", co dosłownie oznacza kochanków Boga i uczniów Maharaja Ji. Rano i wieczorem ćwiczą, wprowadzając się w wibrację i widzenie światła. Za wcześnie jeszcze na ocenę wpływu, jaki Maharaj Ji wywiera na Zachód. Jest bardzo młody i prawie wszyscy jego wyznawcy są młodzi. Wielu daje się ponieść emocjonalnej histerii panującej wokół guru, a on najchętniej zwraca się do tych, którzy pragną szczęścia pozbawionego wszelkich zależności; pragną nauki opartej na doznaniach, nie na słowach: „Muszę powiedzieć wam, że nie medytujecie dla mnie; medytujecie dla siebie. Powinniście pójść w górę. Ja jestem w górze. Jestem wystarczająco wysoko. Lecz wy powinniście dojść wysoko. Musicie praktykować medytację, gdyż chcecie dojść wysoko. Nie ja. Ja jestem wysoko. Ja przebywam w nieskończoności. Musicie iść wysoko, musicie dojść tam, gdzie będziecie mogli, tak jak ja, przebywać w nie- skończoności. Daję wam tę Wiedzę, waszym więc obowiązkiem jest nad tym medytować".3 7 — Współcześni... 97 Maharaj Ji zwraca się do swoich wyznawców używając współczesnego amery- kańskiego języka i akcentu; mówi raczej zasapanym głosem. Jego rozprawy skła- dają się głównie z sarkastycznych opowiadań z puentą, odkrywających różne aspekty oryginalnych nauk hinduizmu, a mimo to hinduscy guru w ogóle go nie cenią; wręcz uważają, iż nie zna świętych pism. Czasami Maharaj Ji korzysta ze świętych tekstów; kiedy indziej jego historie nie odwołują się do jakiegoś uznane- go źródła (jak np. ta): „Był sobie kiedyś człowiek, który poszedł na wielki bazar, gdzie ludzie sprzeda- wali towary; miał w ręku dwie monety: jedną dziesięciocentówkę i pięciocentów- kę; kurczowo je ściskał. I stało się tak, że był tam człowiek reklamujący pasty, bardzo dobre pasty do zębów, naprawdę wyśmienite, sprawiające, że zęby napraw- dę lśnią. I facet mówi: 'Każdy, kto ma brzydkie zęby niech do mnie podejdzie', i podszedł stary człowiek, który również znalazł się na bazarze. Podchodzi, a sprze- dawca wyciąga pastę z butelki, kładzie na zęby starca i mówi: 'W porządku, wypłucz!' Stary człowiek płucze, a potem otwiera usta, jego zęby niesamowicie lśnią! Ludzie natychmiast jak szaleni zaczynają ją kupować; kupują, kupują, kupują, aż zostały cztery czy pięć butelek. Człowiek mówi więc do siebie: 'Hmm, sądzę, że powinienem kupić trochę pasty, gdyż moje zęby nie są zbyt czyste'. Wyciąga więc dziesięć i pięć centów z kieszeni i zaczyna się zastanawiać, czy ją wziąć, czy nie. Widzimy jak przebiera palcami, tak iż monetą trze o monetę. 'Czy mam ją kupić czy nie, kupić czy nie, kupić czy nie, kupić czy nie?' W końcu gdy zostaje tylko jedna butelka, mówi: 'No, dobrze, biorę ją' i daje piętnaście centów, a sprzedawca bierze je do ręki i widzi, że są to tylko wytarte monety - nic więcej. Były zupełnie starte. Nie są to już ani pięciocentówka, ani dziesięciocentówka; teraz są niczym, gdyż facet po prostu je starł. Nie mają już żadnej wartości. Tak więc jest to ta sama sprawa. Przeżyjesz całe swoje życie robiąc to i myśląc: 'Czy powinienem uświadomić sobie Boga czy nie; czy powinienem uświadomić sobie Boga czy nie; powinienem czy nie?' Gdy nadchodzi ostatnia chwila twojego życia, mówisz: 'No, dobrze, teraz Go sobie uświadomię'. Lecz wtedy to ciało ma już tylko piętnaście sekund życia i jest za późno".4 Styl opowiadania bardziej przypomina kazania fundamentalisty niż subtelnego hinduskiego guru. Może ten styl narzucili mu amerykańscy wielbiciele ze Środ- kowego Zachodu. Nie propaguje używania narkotyków; w Pałacach Pokoju, gdzie odbydwa się satsang (rozmowa), zarówno narkotyki jak i papierosy oraz alkohol są zabronione. W Pałacach tych atmosfera jest marzycielska i ekstatyczna; na ścianach wiszą ogromne, pompatyczne fotografie Maharaja Ji i innych guru; z cicha rozbrzmiewa muzyka pop i nieprzerwanie trwają „duchowe" wykłady, ciągnące się od dziewią- tej rano do dziewiątej wieczorem. Wiedzę przekazuje się każdemu, kto tylko o nią prosi, za darmo, co jest miłym zaskoczeniem w porównaniu z wysokimi opłatami u Maharishiego. Uczeń musi jedynie zorganizować dla siebie wolny czas (może również złożyć dobrowolny datek), a młodzież tego czasu ma znacznie więcej niż dorośli. Wymaga 98 się, aby uczeń przeznaczy} co najmniej dwa tygodnie na słuchanie satsangów. Będąc tam musisz ich słuchać i jeszcze raz słuchać, aż ogarnie cię tęsknota za Wiedzą i będziesz gotowy, by porzucić wszelkie swoje przywiązania, tj.: narkotyki, palenie, jedzenie mięsa itd. Gdy już wystarczająco poddasz swoją osobowość Maharajowi Ji, Mahatman dostrzeże to swoim wewnętrznym okiem i przekaże ci Wiedzę. Jeżeli będziesz stosował uniki, to na przyjęcie jej trzeba będzie jeszcze poczekać. Tak surowe wymagania (bo jeżeli pracujesz lub masz rodzinę, to nie możesz wykroić sobie aż dwóch tygodni na satsang) stwarzają atmosferę histerii, iż mu- sisz być wybrany przez Mahatmana. Premies - ci, którzy posiadają już Wiedzę - prowadzą satsang i wygłaszają nie kończące się rozprawy na temat zepsucia spo- łeczeństwa, jałowości współczesnego życia i nadmiernej otyłości. Któryś z pre- mies może, przykładowo, przeplatać swoją rozprawę bezmyślnym ziewaniem, jak- by wyciągnięto go z łóżka i kazano mówić. Inny, przepełniony fanatycznym przy- wiązaniem do młodego Maharaja, może opowiadać widowni, że jest on „miłoś- cią, tylko miłością, i że to on naprawdę stoworzył Jezusa i Buddę; jeżeli ktoś z was ma guru, a spojrzy choć raz na mistrza Maharaja, padnie przed nim na ziemię". W przemówieniu zawierającym długą listę grzechów ludzkości wyczuwamy ten- dencje fundamentalistyczne; w zachęcaniu do pobożności podejście reformator- skie. Nie dziwi więc nas, że po dwóch takich tygodniach przyjmujący Wiedzę czują wibracje i widzą białe światła. Przekazywanie Wiedzy trwa sześć godzin - z tego dwie spędza się na medytacji. Podstawą, na której zasadza się całe ćwiczenie, jest mantra - święte imię Boga, zakodowane na czubku nosa. Wymawia się je, aby wprowadzić człowieka w falę wibracji. Cztery doświadczenia „boskiej przyjemności" - wibracja, światło, smak i dźwięk - to dobra ofiarowane w zamian za poświęcenie. Ci, którzy naśladują młodego, pulchnego Maharaja, są bezkrytyczni nawet wtedy, gdy nie uda im się zobaczyć białych świateł. Nie potrzebują, na szczęście, żadnej filozofii ani nauki. Maharaj opiera każdą swoją doktrynę na kilku dobrze znanych powiedzeniach pochodzą- cych z tradycji chrześcijańskiej lub hinduistycznej, nie zawsze właściwie je inter- pretując. Jedna z tych interpretacji brzmi: „Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga". Maharaj Ji, który wiele ze swych rad opiera na tym stwierdzeniu, zrozu- miał je zbyt dosłownie. Uważa on, że pierwszą rzeczą, jaka pojawiła się we wszechświecie, było Słowo, podczas gdy w rzeczywistości greckie logos jest termi- nem bardziej złożonym. Ale tak drobne niuanse nie mają większego znaczenia dla wyznawców guru i, być może, słusznie. Cóż za znaczenie może mieć precyzyjna interpretacja w porównaniu z boską radością. A prawdą jest, że jedynie przeżycie oświecenia, a nie jego opis, ma jakieś znaczenie. Może już wkrótce sami będziemy mogli się 99 przekonać czy jego twierdzenia są prawdziwe, gdyż przepowiedział, że niedługo cały świat będzie w posiadaniu Wiedzy. Mimo młodego wieku, guru niedawno ożenił się z amerykańską dziewczyną, która ma na imę Marlenę i jest o osiem lat od niego starsza. Jako że jego przesła- nie wydaje się zasadniczo różne od przesłania ojca, musimy poczekać na to, co się stanie; czy rzeczywiście Maharaj Ji i jego amerykańscy synowie, którzy mają się dopiero narodzić, założą dynastię hinduistycznej odnowy. Budzi to wątpliwości; jego prestiż bardzo ucierpiał od czasu, gdy sfotografowano go, jak namiętnie cało- wał swoją wielbicielkę - boskie działanie, które jednak nie spodobało się oddanym mu fanatykom.
  • MEHER BABA 1894 - 1969

    Klucz, którym dysponuje Meher Baba, niezbyt pasuje do drzwi, które chce otwo- rzyć. W pewnych sprawach jego szaleństwo jest aż nazbyt widoczne, a żądania i obietnice przytłaczają i brzmią nieprawdopodobnie. Upiera się przy tym, że jest Bogiem, wszechmocnym i wszystkowiedzącym; że jest, jak Chrystus zbawicielem tych czasów: .Jestem odwiecznym Bogiem. Gdy mówię, że jestem Bogiem, to nie dlatego, że o tym myślałem i doszedłem do takiego wniosku; wiem, że tak jest. Dla wielu ludzi uznanie się za Boga jest bluźnierstwem, lecz dla mnie prawdziwym bluźniers- twem byłoby twierdzenie, że Nim nie jestem".1 Mówi o sobie jako o kimś, kto pojawił się w przeszłości, napomyka o Krysznie, o Chrystusie, i obiecuje, że świat, a szczególnie Ameryka, dzięki medytacji zmieni się i uduchowi. Przepowiedział dla siebie tragiczną śmierć z ręki rodaków-Parsów, lecz umarł spokojnie w 1969 roku. Mimo wielu przepowiedni wojen i innych wydarzeń mających wstrząsnąć świa- tem, które się nigdy nie sprawdziły, mimo paranoicznych pretensji do boskości i niewyobrażalnych mocy, można wyczuć, że był ciepłą i potencjalnie sympatyczną osobą, której nie udało się zrealizować własnego przeznaczenia - przypuszczalnie odciągnęły go od tego: obsesja wielkości i niezrozumiała potrzeba naśladowania wzoru, do którego nie pasował z natury. Indie to kraj, w którym można bez obaw powiedzieć: ,Jestem Bogiem" - nie wzbudzi to niczyjego śmiechu ani sceptycyzmu. Przekonanie, że to przemijające ciało nie jest w ostateczności „mną", jest bliskie wszystkim Hindusom. Ciało, umysł i zmysły umierają, lecz moją prawdziwą naturą jest Jaźń, najwyższa i wieczna, jedyna Rzeczywistość, którą wskutek iluzji i niewiedzy postrzegam jako zbiór oddzielnych stworzeń i rzeczy, nie wyłączając z tego egotycznego myślenia. Aldous Huxley powiedział kiedyś, że zachodnia religia próbuje „poznać" Boga, a wschodnia próbuje Nim „być". Świadomość Boga, Całości jako niezróżnicowanej podstawy siebie, jest chwilą, w której Hindus wreszcie wraca do siebie, do swojej prawdziwej natury. Powiedzieć więc: „Jestem Bogiem" znaczy - „Ukończyłem podróż - jestem tam". Meher Baba uważa, że tylko człowiek będący naprawdę „tam" może dać odpo- wiedź na pytanie, czy jest Bogiem, czy nie. Awatara - człowiek stojący najbliżej jak tylko można Boga - będąc jeszcze w ciele (można by tu przytoczyć imiona takich postaci, jak: Kryszna, Budda, Zaratustra, Jezus czy Mahomet) - jest jedy- nym, który potrafi określić swój stan, gdyż nikt poza nim nie posiada odpowied- 82 nich wtajemniczeń, by to uczynić. Meher Baba oświadczył, że jest awatara i wielu ludzi mu uwierzyło. Jego religią jest przede wszystkim sufizm, mimo że urodził się i wychował w Poonie, przesiąkając hinduską tradycją. Rodzice Mehera przybyli do Indii z Pers- ji, a jego oryginalne nazwisko brzmi Merwan Sheriar Irani (Meher - przezwisko wymyślone przez kolegów). Mówiono, że miał jasną skórę, delikatne, ciepłe oczy, haczykowaty nos i gruziński opadający wąs. Gdy był nastolatkiem, przydarzyło mu się coś dziwnego, co stało się początkiem jego duchowej kariery. Do tego momentu był beztroskim, lecz rozgarniętym młodzieńcem, bez specjalnych zain- teresowań, pochłoniętym przez studia na uniwersytecie i życie towarzyskie. Któ- regoś wieczoru, wracając z uczelni na rowerze, zbliżył się do małej chaty starej muzułmanki, Hazrat Babajan, którą uważano za fakira. Ku jego zdziwieniu, wysz- ła z chaty i skinęła na niego. Zszedł z roweru i podszedł do niej. Nie rozmawiali; klasnęła w dłonie, a potem pocałowała go w czoło. Ten pocałunek wywarł na Babie tak głębokie wrażenie, że gdziekolwiek się znalazł, czuł się jak opiłek metalu przyciągany przez magnes. Odwiedzał ją każ- dego wieczora, aż którejś nocy - jak sam relacjonuje - „zmusiła mnie w oka mgnieniu do uświadomienia sobie nieskończonej radości, zrozumienia Jaźni (zro- zumienia Boga)". Wrócił do domu, położył się do łóżka i stracił zdolność odczuwa- nia ciała. Przez następnych kilka miesięcy wyglądał jak żywy trup, pogrążony w zamro- czeniu nie reagował na toczące się wokół życie. Mógł tylko chodzić, lecz niewiele ponad to. Mało jadł; to co otrzymywał do jedzenia, rzucał psom lub rozdawał żebra- kom. Rodzice sądzili, że postradał zmysły i zwrócili się do lekarzy, lecz i to nic mu nie'pomogło. W końcu zaczął odzyskiwać świadomość, lecz żył jak „automat ste- rowany przez intuicję". Później uważano, że stopniowo wyzdrowiał całkowicie, chociaż Paul Brunton - jeden z jego krytyków - poważnie w to wątpił. Bieg jego życia całkowicie się odmienił. Pocałunek Babajan rozdarł „zasłonę" między nim a Bogiem. W ciągu tych nieprzytomnych miesięcy był w ekstazie, czuł, iż jest w jedności z Bogiem, tak że cały wszechświat ze wszystkimi poziomami świadomości stał się dla niego czymś bardzo oczywistym. Przejście z ekstazy na ziemski padół było straszną męką, tak bolesną, że każdego dnia godzinami walił głową w ściany i okna - ból fizyczny przynosił ulgę duchowym męczarniom. Mówił: „Tak naprawdę cierpienie jako takie nie istnieje - jest tylko nieskończona roz- kosz. Pomimo iż cierpienie jest iluzoryczne, paraliżujące, to jednak wypełniając obszary złudzenia, jest cierpieniem. Pośród iluzji Babajan znalazła moją rzeczy- wistość. Moja rzeczywistość, chociaż nietknięta iluzją, została z nią powiązana. Z tego właśnie powodu cierpiałem niewymowne duchowe męki".2 W końcu postanowił zapytać Babajan, co ma dalej robić. Dała mu do zrozumie- nia, że powinien sobie znaleźć duchowego opiekuna. Gdy zapytał, dokąd ma pójść, od niechcenia machnęła ręką. Miał teraz tylko jedno pragnienie - rozwijać się duchowo. Zwrócił się do kilku mistrzów, nie zapominając o Sai Babie - srogim guru, który żądał pieniędzy od 85 każdego bogato wyglądającego gościa, a potem rozdawał je otaczającym go bieda- kom. Sai Baba spojrzał na niego i od razu nazwał go Podtrzymującym Boga. Meher poszedł z Sai Babą do świątyni, gdzie żył guru nazywany Upashni, uczeń Sai Baby, który pościł i chodził jak go Bóg stworzył. Było to pamiętne wydarzenie. Gdy tylko Upashni zatrzymał swój wzrok na Meherze, podniósł kamień i cisnął w niego z całej siły. Kamień uderzył go w czoło i zranił. To zakończyło w Meherze okres rozdarcia między radością a „wielką świa- domością", i sprowadziło go do „zwykłej świadomości w świecie złudzeń". Na nie- szczęście jednak, wraz ze stopniowym uświadamianiem sobie zwykłego świata, zwiększyło się jego cierpienie i, jak opowiada, przez lata całe walił głową w kamie- nie, co w końcu naruszyło mu zęby, powodując ich przedwczesne wypadnięcie. Uderzenie kamieniem utwierdziło go w przekonaniu, że jest „odwiecznym Bo- giem", Bogiem wcielonym. Upashni został uznany za mistrza, z którym Meher pozostał sześć miesięcy. Potem Upashni obwieścił: „Meher, jesteś awatarem i od- daję ci cześć". Odtąd uznawano go za Meher Babę - Baba znaczy mistrz duchowy. Przyjął kilku uczniów od Upashni i w 1922 roku założył pierwszą ze swoich aśram - typowy dom w Bombaju, gdzie przyjmował wyznawców różnych religii: parsów, hinduistów i muzułmanów. W aśramie nie było mebli. Obowiązywały surowe zasady dotyczące diety. Jednak w rok później zamknął aśramę i powie- dział czterdziestu mieszkańcom-uczniom, których nazywał mandali (w sufiźmie obowiązkiem mistrza jest nauczanie czterdziestu uczniów) - że muszą być przy- gotowani na wspólny wyjazd do Persji. Podróż została zorganizowana z ogromny- mi trudnościami; w końcu wszyscy dostali wizy. Wyruszyli, lecz do Persji nie dotarli. Większość mandali zachorowała na statku i Baba zawrócił. Przez blisko osiemnaście miesięcy uczniowie z mistrzem podróżowali po kraju. Baba często ogłaszał, że teraz się osiedlą, lecz gdy wszystko było już ustalone, on znowu zaczy- nał wędrówkę. W tym okresie był dość porywczy; czasami któremuś z uczniów musiał przyłożyć lub wytargać go za uszy. Kiedyś zrzucił kogoś z kamiennych schodów tylko dlatego, że był otyły. Potem cała grupa osiedliła się ponownie, tym razem w opuszczonym obozie wojskowym, oddalonym o kilka mil od Bombaju. Obóz otrzymał nazwę: Mehera- bad - abad znaczy rozkwitający. Baba wkrótce zarządził budowę szpitala, wykorzystując do tego stare, wojskowe chaty („Dobroczynny Szpital i Apteka Mehera") oraz szkołę z internatem dla stu chłopców („Aśrama Mehera"). Szkoła była darmowa i przyjmowano do niej - nie czyniąc żadnych rozróżnień dzieci hinduistów, muzułmanów, jak również „niedo- tykalnych" (najniższa kasta w Indiach). W tamtych czasach było nie do pomyślenia, by guru taki jak Baba stykał się z pariasami. Tego rodzaju społeczne tabu było dla Baby jednak bez znaczenia, gdyż nie był Hindusem i wierzył w jednego Boga dla wszystkich. Nie tylko przyjmował chłopców, lecz osobiście czyścił ich latryny, obcinał im włosy i kąpał ich zaraz po przyjeździe. W 1925 roku oznajmił, że przez rok zachowa milczenie. I nigdy już nie wypowie- dział słowa. 86 „Moje Milczenie i bliskie jego przerwanie uratuje ludzkość przed monstrualny- mi siłami ignorancji i spełni boski plan powszechnej jedności. Przerwanie Milcze- nia odkryje człowiekowi powszechną Jedność Boga, która doprowadzi do braters- twa ludzi na całym świecie. Moje Milczenie było nieuchronne. Przerwanie Milcze- nia musi nastąpić - wkrótce".3 Mimo iż nigdy nie przerwał milczenia, jego uczniowie czekali na ten moment cały czas, gdyż wiązano z nim apokaliptyczne wydarzenia: „Rozszczepiając atom uwalnia się nieskończoną ilość energii. Podobnie, gdy przerwę swoje Milczenie i wypowiem SŁOWO, uwolni się nieskończona mąd- rość. Bomba atomowa, spadając na ziemię, powoduje potworne zniszczenie. Tak samo, gdy SŁOWO, które wypowiem, uderzy we wszechświat, wystąpią katakliz- my na świecie, i jednocześnie odczujecie ogromny duchowy wstrząs".4 Wiele napisano o milczeniu Baby, on sam też dużo o tym pisał. Było to milczenie, podczas którego nie zrywał kontaktu z otoczeniem. Po jakimś czasie przestał też pisać, lecz bardzo zręcznie przesuwał palce po tablicy, na której napisane były wszystkie litery alfabetu, podczas gdy uczniowie zapisywali je. W końcu porzucił nawet alfabet i swoje wypowiedzi przekazywał gestami. Uczeń tłumaczył gest i pytał Baby, czy tłumaczenie było poprawne. W 1926 roku, nagle i bez ostrzeżenia, zamknął cały Meherabad, niwecząc dobrze zapowiadające się przedsięwzięcia. Powiedział: „Zazwyczaj gdy wznosi się dużą budowlę, dookoła niej ustawia się tymczasowe rusztowanie i gdy budynek jest zbudowany, rusztowanie usuwa się. Moja ze- wnętrzna działalność i zobowiązania są tylko zewnętrznym wyrazem wewnętrz- nej pracy, jaką wykonuję. We wszystkim, co robię moje zewnętrzne działania i zobowiązania mogą trwać w nieskończoność lub mogę je nagle zakończyć, gdy zbliża się koniec wewnętrznej pracy, w zależności od dominujących obecnie oko- liczności".5 Aśramę otwarto jednak ponownie. Baba przedsięwziął nie kończącą się serię podróży. W tym czasie miał już ucz- niów z Persji i Indii, a także z Zachodu. Ponownie wraz z grupą uczniów wyruszył do Persji, tym razem wynajmując autobus, by lądem przebyć trudny teren pustyn- ny. Wielu z podróżnych rozchorowało się, autobus często psuł się, a potem nastąpił wymuszony pobyt w Duzdab spowodowany trudnościami wizowymi, lecz w końcu grupa wkroczyła do Persji. Po osiągnięciu tego celu podróżował nadal, tym razem po Indiach, pragnąc zakładać nowe aśramy, a później w 1932 roku rozpoczął pod- różowanie po całym świecie. Przyjął go Hollywood i zyskał sporą popularność, większą w Ameryce niż w Europie. W ciągu swojego życia siedem razy odwiedził Zachód i co najmniej dwa razy objechał świat. Wiele z tych podróży było nie do zniesienia dla jego uczniów, gdyż Babę bawiły nagłe zmiany planów. Te częste, dość pracochłonne reorganizacje były próbą dla uczniów i czasami okazywało się, iż nie potrafili wyzbyć się własnych pragnień - szczególnie kobiety z Zachodu, które nie były w stanie uwolnić się od swoich 87 wewnętrznych konfliktów. Baba w tym podejściu przypomina Gurdzijewa. Bez wątpienia jest to nauka sufich, która mówi o umysłach uczniów pełnych wyobra- żeń i emocji, którymi powinno się wstrząsnąć, wystawiając na ciężkie próby, wyraźnie nielogicznymi zachciankami mistrza. Pokusy Ameryki nie były w stanie zatrzymać go tam na stałe. Pod koniec tych międzynarodowych wojaży rozpoczął nowy etap, wyraźnie zmniejszając skalę swych planów. W Rahuri, niedaleko Ahmednagar, założył „aśramę nawiedzo- nych", aby w niej leczyć hinduskich pomyleńców, szczególnie tych „zatrutych Bogiem", żyjących w nędzy i brudzie, których umysły do tego stopnia były ode- rwane od rzeczywistości, że tracili kontakt z otoczeniem. Posyłał różnych uczniów w poszukiwaniu zarówno świętych, jak i zwykłych szaleńców, a gdy przyprowa- dzano ich do aśramy, Baba osobiście każdego z nich golił, mył, karmił i odziewał. Codziennie czyścił też latryny i kąpał starców, zanim usiadł z nimi na osobnoś- ci. Praca służącego dla potrzebujących była duchowym obowiązkiem i zwalniała Babę od jakichkolwiek komentarzy. Mówił tylko, że kocha ludzi Boga i że oni go kochają. Nikt, oprócz Baby, nie znal ostatecznego celu tej pracy. W 1937 roku „aśramę nawiedzonych" przeniesiono do Meherabad, lecz wkrótce potem - z wyjątkiem niezbyt długich okresów entuzjazmu - zainteresowanie Baby tą aśramą zmalało. Rok później jej mieszkańców odesłano do domów, a Baba rozpoczął gorączkowe podróżowanie po Indiach, by odnaleźć prawdziwych masta- słowo używane do określenia zatrutych Bogiem ludzi, u których, najpraw- dopodobniej wskutek objawienia Prawdy, powstawało rozszerzenie jaźni. Gdy kogoś odkryto, przyłączano go do grupy, i w rezultacie, gdy Baba wznowił działal- ność w Meherabadzie, towarzyszyli mu: mandali, blisko dwudziestu szaleńców, pół tuzina masta, gazela, paw, owca, królik, gęsi, psy, małpy i oswojone ptaki; wszyscy podróżowali pociągiem. Oprócz tego w przedziale mieli ogromny zestaw różnych waliz, stołów, krzeseł i naczyń kuchennych. W kilka miesięcy potem Baba na dobre zamknął „aśramę nawiedzonych" i od tej chwili pracował już tylko z bardziej rozwiniętymi i wysoce uduchowionymi masta, jeżdżąc po Indiach ze swoimi mandali, których w miejscach postoju posyłał na poszukiwania miejscowych masta. Czasami mandali wpadali w tarapaty z powodu masta, którzy odmawiali współpracy. Krążą historie o czekających taksó- wkach, podczas gdy masta ubierano i namawiano, by wsiedli, a oni albo wychodzili drugimi drzwiami, albo siedzieli w środku taksówki z nogami wystawionymi za okno. Baba dawał do zrozumienia, że musi skontaktować się z pewną liczbą masta w jakimś miejscu, lecz cała odpowiedzialność za znalezienie ich spadała na man- dali. Często wymagało to olbrzymiego trudu - podróży wozami zaprzężonymi w muły, na wielbłądach, wędrówek pieszo całymi kilometrami w kurzu lub biocie, niezależnie od pogody. Ostateczny bilans wyraża się w następujących liczbach: przebyto siedemdziesiąt pięć tysięcy mil, skontaktowano się z dwudziestoma ty- siącami ludzi i założono siedem aśram dla masta. Nikt nie potrafi ocenić jak wiele dobrego zrobiono dla masta. Baba wkładał w to ogromną energię - mówi się także - że miłość. Kiedyś tak długo wcierał oliwkę w ciało jednego z masta, wyglądającego jak krokodyl, aż jego skóra osiągnęła zdro- wy wygląd. Karmił ich i odsyłał ze świeżym ubraniem. Był wdzięcznym słucha- czem i wierzył w ich duchowe osiągnięcia. Bez miłości byłoby to niemożliwe. Będąc nauczycielem-sufim Baba przestrzegał także tradycyjnej hinduskiej bhakti - ścieżki pobożności. Jako guru oczekiwał od uczniów jednego: by porzucili swoje życie i służyli mu. W ten sposób umożliwiał uczniom - poprzez siebie, czło- wieka-Boga - zbliżenie się do Boga. Guru tego typu nie pojmuje siebie jako osoby; to nie jemu, jako osobie, uczeń się poddaje. Wypowiedzi Meher Baby wskazywały na to, że był takim guru, lecz nasuwało się od razu zbyt dużo wątpliwości. Jego autorytet do tego stopnia był wspierany dema- gogicznym ględzeniem, jak gdyby on sam w niego powątpiewał. Jego nauka - ta, którą przekazał pisząc - nie jest zbyt oryginalna; są to serie rozpraw dotyczące prostych doktryn hinduizmu i sufizmu. Również jego kosmologia wywodzi się z tych źródeł, przyjmując formę tabel ewolucyjnych, które przedstawiają sześć róż- nych poziomów świadomości, a ich osiągnięcie przypomina zbiór duchowych Po- ziomów „O". Co więc przysporzyło mu tylu wyznawców z całego świata? Najprawdopodob- niej miał w sobie jakiś magnetyzm, charyzmat, co w rzeczywistości odczuwano jako promieniującą od niego miłość. Ludzie nierzadko płakali, widząc go po raz pierwszy. Był otwarty dla wszystkich - może nie boską miłością, którą sobie przy- pisywał, lecz prawdziwą, choć czasami dziwnie wyrażaną, zdolnością do uczucio- wego utożsamiania się z wieloma zwykłymi ludźmi. Po drugie, jego nauka w swym najlepszym aspekcie stawiała sobie za cel prze- łamanie intelektualnej bariery i dotarcie do serca. Nie tyle była filozofią, ile spo- sobem przedarcia się przez filozoficzne rozumowanie do intuicyjnego odczuwania, skąd można wydobyć głębszą odpowiedź: „Z chwilą gdy próbujesz zrozumieć Boga, zapominając że wystarczy go kochać, tracisz możliwość dotarcia do Neego, a twoja ignorancja karmi ego. Umysł nie może dotrzeć do tego, co jest poza Nim. Bóg jest nieskończony i poza zasięgiem umysłu".6 Przypuszczalnie prawdą jest, że teoretyzujący intelekt jest przeszkodą w ducho- wym odczuwaniu świata. Wyraźnie mówi o tym buddyzm. Uczniowi, który chciał snuć rozważania na temat życia po śmierci, Budda zdecydowanie odpowiedział, że zagadnienia tego rodzaju są bezużyteczne i nie mają nic wspólnego z podstawami religii. Zen mówi: „Nie myśl - po prostu patrz", a hinduski mędrzec Ramana Maharishi powiedział: „Wiesz, że nie wiesz nic. Odkryj tę wiedzę. To jest wyzwo- lenie". Umysł sam w sobie jest cudownym narzędziem w naszym codziennym życiu, lecz należy go odrzucić wtedy, gdy poszukujemy istoty życia. Obserwator w nas, który analizuje i wartościuje, musi ustąpić miejsca prawdziwemu „ja", prag- nącemu reagować na to, co jest. Metody odrzucania analizującego umysłu i docho- dzenia do tego rodzaju doświadczeń opisują inni mędrcy: Krishnamurti i Trungpa. Meher Baba oczekiwał od swoich uczniów takiego oddania, by miłość pozbawiona ego mogła zastąpić analityczny, oceniający intelekt - ta miłość miała być wolna od ego, gdyż w tym miejscu Baba umieścił siebie. Jeżeli wyznawca miał podjąć jakąś decyzję, musiał w myślach przywołać obraz Baby i pytać go, co robić. W chwilach 89 przyjemności należało myśleć o Babie. W ten sposób miało zniknąć zwykłe ego. Baba nie pozostawiał żadnych wątpliwości, iż uczniom nie wolno bezmyślnie go naśladować, jednak zawsze muszą mu być posłuszni: „Nie próbujcie swym ograniczonym umysłem zrozumieć znaczenia moich czy- nów, ani też nie próbujcie ich naśladować. Nie wolno wam robić tego, co ja robię, lecz jedynie to, na co wam pozwolę. Jeżeli próbujecie zrozumieć moje działanie, to pamiętajcie, że jest to ponad wasze siły, a tym co poznacie będzie jedynie wasza ograniczona zdolność zrozumienia".7 „Co rozumiem przez bycie bez stóp i głowy? Oznacza to bezwzględne posłuszeń- stwo wobec Doskonałego Pana, ścisłe wykonywanie Jego rozkazów i nie używanie głowy do analizowania ich znaczenia; oznacza wykonywanie tego, czego On od was chce - na Jego rozkaz mają poruszać się wasze stopy, a własne życie powin- niście przeżywać w Jego miłości".8 „Boga zawsze można zdobyć miłością" - mówił Baba. Gdyby do Boga można było dotrzeć dzięki inteligencji i rozumowi, to nagle powstałyby trudności nie do pokonania. Może Baba miał rację, gdy mówił, że prawdziwe porzucenie „ja" nastę- puje wtedy, gdy przestaje się próbować ulepszać „siebie" w jakikolwiek sposób; dotyczy to również spraw duchowych. Gdy porzucam lub chętnie rezygnuję z „nie- zależnej" osobowości, czynię to, gdyż pragnę bezpośredniego doświadczenia bycia, doświadczenia rzeczywistości. Chcę być prawdziwy i rzeczywisty, uwolniony od wszelkich uwarunkowań, a moje pragnienie, by tego dokonać, jest pragnieniem rewolucyjnym, odczuwanym całościowo, a nie tylko intelektualnie. Nazywanie tego miłością jest słuszne, lecz stan ten również przekracza zwykłą miłość, podob- nie jak słońce przyćmiewa świecę. „Boga można zdobyć miłością" - ukryty sens tego stwierdzenia zawiera się w tym, że wszystko oddaję i o wszystkim chętnie zapominam; pojawia się wtedy to, co świadczy o odwzajemnionej akceptacji oraz niezmierzonej miłości pochodzącej od Boga, serca, życia, czy też prawdziwego świata. Wszystko jest odczuwane jako właściwe, absolutnie dobre. Jest wielu ludzi, którzy prawie osiągnęli podobny stan otwartości dzięki Mesja- szowi, osobie Chrystusa, komuś, z kim można nawiązać łączność, na kim można złożyć ciężar smutków i komu można poświęcić się całkowicie. Jeżeli miłość ma się rozwijać, trzeba jej doświadczać, a dość często łatwiej przychodzi nam kochać wizję kosmosu niż własnego sąsiada. Hindusi dobrze znają tę ludzką potrzebę posiadania jakiegoś przedmiotu uwielbienia i dla przeróżnych ludzkich typów dysponują różnymi rodzajami bóstw; każdy obraz jest raczej wcieleniem cnoty niż rzeczywistego dobra. Kryszna - mityczny awatar z Bhagawadgity - rozgrzewa wiele serc. Natomiast pomazańcy, których znamy z historii, przykładowo Jezus Chrystus, mogą stwarzać trudne do pokonania komplikacje, gdyż niełatwo nam będzie pogodzić ich ludzkie cechy z „boską" naturą. Poniekąd Meher Baba wpadł w tę klasyczną pułapkę. Często próbował za bar- dzo dorównać obrazowi awatara i być może tyle samo ludzi przekonał do siebie, co i zniechęcił. Dla młodych wyznawców, którzy nie mieli okazji poznać Meher Baby, jego obraz jest czymś zbliżonym do obrazu Jezusa w odczuciu chrześcijan. Ciekawe, co przetrwa z nauk Baby. Może jego kosmologia, gdyż wielu ludzi z 90 teozoficznymi zainteresowaniami fascynuje się zawiłymi tabelami tworzonymi przez hinduistów i sufich. A kosmologia Baby jest bardzo specyficzna. Mówi on, że na ziemi zawsze żyje Pięciu Mistrzów. Bóg staje się człowiekiem jako awatar, tak jak on - Baba, a pięciu ludzi staje się Bogiem jako Doskonali Mistrzowie sprowa- dzający awatarów, gdy zaistnieje taka potrzeba. „To dzięki Pięciu Mistrzom poja- wiłem się tutaj przed wami - mówił. Sprowadzili mnie na ten padół i doświadczam siebie jako wszystkiego i mówię wam, iż jestem wszystkim".9 Trzech spośród Doskonałych Mistrzów poznaliśmy już wcześniej w tym roz- dziale: Babajan, Sai Babę i Upasni. Czwarty to Sadguru (Doskonały Mistrz) Na- rayan Maharaj, którego Baba kiedyś odwiedził; nie wywarli na siebie jednak większego wrażenia. Piąty to Tajuddin Baba, były żołnierz Armii Indyjskiej, który uświadomiwszy sobie, iż jest Bogiem, porzucił służbę wojskową. Ludzie szukający u niego rad i błogosławieństwa zaczęli go irytować do tego stopnia, że któregoś wieczoru pojawi! się nagi na korcie tenisowym dla Europejczyków; stamtąd wy- słano go do domu wariatów, gdzie żył szczęśliwie przez siedemnaście lat. Odwie- dziny Baby nie wywarły na nim żadnego wrażenia. W tabeli poniżej Doskonałych Mistrzów żyjących podwójnym życiem: Boga i człowieka, znajduje się „niestety jedynie kilku" ludzi doświadczających stanu Doskonałego Mistrza i nie korzystających z tego w życiu codziennym, a z kolei poniżej nich znowu jest tylko kilku, którzy „przechodzą w Boga" i doświadczają nieskończonej mocy, wiedzy i radości. Pod nimi znajdują się liczne poziomy bytu: Umysłowy i Subtelny dla wybranych oraz Powszechny dla większości z nas. W zewnętrznym wszechświecie, poniżej Ziemi, są planety zawierające Siedem Kró- lestw Ewolucji. Czy można powiedzieć, że Baba dodał coś od siebie, oprócz przedstawienia kate- gorii bytu, zaczerpniętych zresztą od sufich? Istnieje niewiele poszlak wskazujących na taką możliwość. Jedna z nich wyjaś- nia w szczególności rolę serca (otwartość, brak strachu) w odniesieniu do intelek- tu (analitycznego, oceniającego): „Różnica między miłością i intelektem jest podobna do różnicy pomiędzy dniem i nocą, które istnieją we wzajemnym związku, lecz jest to związek antagonistycz- ny. Miłość jest prawdziwą inteligencją, zdolną do uświadomienia sobie prawdy; intelekt najbardziej przystosowany jest do poznawania wszystkiego, co duali- styczne, co rodzi się z ignorancji i jest w pełnym tego słowa znaczeniu ignorancją. Gdy wschodzi słońce, noc zamienia się w dzień. Tak samo, gdy pojawi się miłość, niewiedza (ignorancja) zamienia się w świadome widzenie (wiedzę). Pomimo różnicy między wyraźnie inteligentną a nieinteligentną osobą, każda z nich jest jednakowo zdolna doświadczać miłości. Właściwością decydującą o zdol- ności do miłości nie jest rozsądek czy mądrość, lecz gotowość poświęcenia samego życia ukochanemu, i nie chodzi tu o składanie krwawej ofiary. Człowiek musi, prawdę powiedziawszy, pozbyć się ciała, energii, umysłu, właściwie wszystkiego i stać się pyłem pod stopami ukochanego. Ten pełen miłości pył, który nie może żyć bez Boga - tak jak zwykły człowiek nie może żyć bez oddechu - jest wtedy prze- mieniany w ukochanego. Tak człowiek staje się Bogiem".10 91 Prawdopodobnie pamięć o Babie przetrwa przede wszystkim dzięki naukom, które pozostawił dla swoich uczniów, a nie tym przeznaczonym dla całego świa- ta: „Prawda jest prosta, lecz Złudzenia nieskończenie ją komplikują. Rzadko spo- tykamy osobę posiadającą nie zaspokojone pragnienie Prawdy, większość pozwa- la na to, by Złudzenie zniewalało nas coraz bardziej. Tylko Bóg jest rzeczywisty, a wszystko co widzisz i czujesz jest iluzją - nic następujące po niczym. Jestem nieskończoną Wiedzą, Mocą i Radością. Mogę każdemu komu zechcę przedstawić Boga. Możesz zapytać, to dlaczego nie uświadomisz mi Go teraz? - A dlaczego miałbym to zrobić? Dlaczego nie osobie obok ciebie lub człowiekowi z ulicy albo ptakowi na drzewie lub temu kamieniowi - wszyscy są jednością w różnych kształtach? Im bardziej mnie pokochasz, tym wcześniej zrzucisz fałsz, za którym chcesz się schować. On zwodzi cię, zmuszając byś uwierzył, że jesteś tym, czym nie jesteś. Jestem wszystkim we wszystkim i kocham wszystko jednakowo. Twoja miłość do mnie przedrze się przez twój fałsz i zmusi do uświadomienia Jaźni, którą w rzeczywistości jesteś. Czysto intelektualne zrozumienie nie przybliży ci Boga. To miłość, a nie ciągłe stawianie pytań, przybliżają ci Boga. Pytania oddalają od Niego i karmią dumę. Nie zadawaj więc pytań, lecz zmagaj się, by zostać 'niewolnikiem' Doskonałego Mistrza. Jeżeli z twojego życia wyłoni się uczciwy i szczery obraz umysłu i serca, wystar- czy uścisk Doskonałego Mistrza, by ożywić ducha. Gdy ja, Odwieczny Bóg, uścisnę cię, obudzę w tobie coś, co stopniowo urośnie. Jest to nasienie Miłości, które posia- łem. Chwilę, w której nasiono pęka, dzieli spora odległość i niemały okres czasu,od rozkwitu i dojrzałości rośliny. W rzeczywistości cel nie jest ani blisko, ani daleko, gdyż nie istnieje żadna odległość ani czas. W Wieczności wszystko jest tutaj i teraz. Musisz po prostu stać się tym, czym jesteś. Jesteś Bogiem, Bytem nieskoń- czonym".11