A A A

Mistrzowie inspirowani przez sufizm

Według Gurdzijewa jedynym fundamentem poczucia własnego „ja" człowieka jest jego uwarunkowanie (dziedziczność, wykształcenie, środowisko itd.) To po- czucie „ja" nie jest rzeczywiste. Postrzega on człowieka jako zbiór przeciwstaw- nych uczuć i myśli, które błędnie uznaje za siebie. Każdy człowiek stanowi zbie- raninę ciągle zmieniających się „ja"; wszystkie one przemijają i żadne z nich nie jest rzeczywiste. Istota człowieka - ta, którą mógłby nazwać „ja" - może zaistnieć tylko wtedy, gdy człowiek będzie świadomy impulsów zmuszających go do działania, gdy bę- dzie mógł twórczo działać, a nie reagować odruchowo. Gurdżijew sądzi, że skrystalizowana istota pojawia się już w chwili narodzin człowieka. Jest to jego „esencja" - słowo sufich, określające prawdziwego człowie- ka. Ta niezwykła indywidualność w procesie dojrzewania rozprasza się, wyczer- puje, więzi i gubi w tysiącach atakujących nas bez przerwy myśli i uczuć tworzą- cych się w zetknięciu ze światem zewnętrznym. Utrata tej „esencji" lub prawdzi- wej indywidualności oznacza, iż człowiek pozbawiony zostaje centralnej energii; jest wielością zamiast być jednością, a jego energie ukierunkowane są tak, że nigdy nie może działać w pełnej harmonii z sobą samym. Gurdżijew obmyślił wiele ćwiczeń, aby przywrócić człowiekowi jego istotę. W tym rozdziale oma- wiam nauki Gurdzijewa dotyczące istoty i osobowości; nie zajmuję się ezote- rycznymi teoriami o naturze wszechświata, z których wiele pochodzi z nauk sufich. W przeciwieństwie do pełnego życia, silnego, pełnego wewnętrznych spięć i czę- sto złośliwego Gurdzijewa, Pak Subuh sprawia wrażenie cienia. Jest to przypu- szczalnie określenie, które by mu odpowiadało, gdyż sam uważa, że nie posiada żadnej mocy - on i jego uczniowie poruszani są przez Boską Moc Życia. Po śmierci Gurdzijewa niektórzy jego uczniowie zwrócili się do Subuha, uważając, że jest on kontynuatorem jego nauki. Przyczyną tego zwrotu mogło być podobne rozumienie uwarunkowań człowie- ka, a także to, że poglądy i spostrzeżenia Gurdzijewa i Subuha miały swoje korze- nie w sufizmie. Pak Subuh uważa, że człowiek składa się z pewnych sił, nie będąc świadomym ich natury. Mamy pięć takich poziomów lub sił życia. Trzy z nich - 61 materia, rośliny i zwierzęta - są poniżej człowieka, czwarta jest ludzka - to poziom człowieka, a piąta - ponad człowiekiem, stanowi sferę ludzkich dążeń. Tak jak Gurdżijew, Subuh uważa, że człowiek jest podzielony i zagubiony - niższe siły złapały go w pułapkę niekontrolowanych pragnień i myśli, próbując nad nim zapanować. Dopóki człowiek utożsamia się z jedną siłą życia, która jest tylko jego częścią, nie może zaistnieć jako całość; a Subuh twierdzi, że uwolnienie się od niższych poziomów jest życiową koniecznością. Zasadnicza różnica między naukami Gurdzijewa a Paka Subuha dotyczy sposo- bu, w jaki człowiek ma się uwolnić. Gurdżijew uważał, że człowiek musi włożyć sporo wysiłku, by rozpoznać swoją istotę; Pak Subuh z kolei sądzi, iż tylko Bóg lub Moc Życia może człowiekowi pomóc - on sam nie jest w stanie tego dokonać. Subuh nie zaleca żadnych ćwiczeń ani metod, jedynie wyzbycie się wszelkich myśli i uczuć tak, aby Moc Życia mogła wejść i oczyścić go. Moc tę przekazuje ktoś już na nią otwarty podczas latihanu (ćwiczenie duchowe). Naukę Gurdzijewa trudno zrozumieć, szczególnie dotyczy to pojęcia „ja", które czasami oznacza zwykłe „ja", a czasami esencję, jaźń. To, co proponuje Subuh jest może bardziej bezpośrednie, lecz nie tak inspirujące.
  • PAK SUBUH 1901 -

    Pak Subuh pochodzi z Jawy (Indonezja), kraju różnych wpływów religijnych: hinduizmu, chrześcijaństwa i islamu. Tworzy to teozoficznie urodzajną glebę, szczególnie podatną na różne kulty ezoteryczne i rozwój zdolności parapsychicz- nych. Przykładowo, gdy urodził się Subuh, zmieniono mu imię Sukarno na M- uhammad, gdyż wędrujący żebrak przepowiedział, że to delikatne dziecko umrze, jeżeli nie zmieni mu się imienia. Przepowiednie o jego śmierci nadal rzucały swój cień, bowiem w młodości usłyszał również nie pozostawiającą żadnych wątpliwoś- ci wyrocznię, że umrze w wieku dwudziestu czterech lat. Uwierzył więc, że nie ma czasu do stracenia i zaczął rozglądać się za duchowym przewodnikiem, zanim nie będzie za późno, a ponieważ był muzułmaninem, szu- kał różnych nauczycieli islamu. Jeden ze znanych nauczycieli sufizmu przyjął go na ucznia, ale nie chciał go uczyć, ani udzielać żadnych wtajemniczeń, gdyż uwa- żał, że Subuh otrzyma wszystko co niezbędne nie od ludzi, lecz z innego źródła. Wobec tego Subuh porzucił poszukiwania wiedzy duchowej i ponownie włączył się w nurt codzienności; zdobył zawód księgarza i ożenił się. W roku 1925, gdy według przepowiedni miał umrzeć, przydarzyło mu się coś dziwnego, co zadecydowało o przełomie w jego życiu. Spacerował z kilkoma przyjaciółmi podczas ciemnej, bezksiężycowej nocy, gdy nagle - jak mówi - pojawiła się nad jego głową kula światła przypominająca słoń- ce. Potem weszła w niego i poczuł w swym wnętrzu wibrującą siłę. Sądząc, że wkrótce umrze, poszedł do domu i położył się; po chwili jednak, gdy trochę się odprężył, ta nieznana siła zmusiła go do wstania i do odprawienia rytualnych modłów muzułmańskich. Subuh opowiadał, że przez następne trzy lata prawie nie spał, nawiedzały go wizje i wciąż ta sama siła, która poruszała jego kończynami 74 bez udziału jego woli. W trakcie tego procesu Subuh zaczął rozumieć, że ta nad- zwyczajna siła obmywała oraz oczyszczała jego ciało i duszę, a ruchy, które wyko- nywał i dźwięki, jakie wydawał, wyrażały to wewnętrzne oczyszczenie. Był pe- wien, że owe doświadczenie to „latihan" - jawajskie słowo oznaczające ćwiczenie, a siła nim kierująca jest siłą boską. Wierzył, że jeżeli ulegnie i podda się tej sile, to ona go „otworzy". Zdał sobie sprawę, że pokora to pewny klucz otwierający ludzkie serce na wolę Boga. „Prawdę mówiąc, poddanie się w czasie otwarcia lub przebywanie w otwartości nie jest zwykłym zawierzeniem Bogu - z jakim mamy do czynienia zazwyczaj u wiernych - opartym jedynie na emocjach, myśleniu lub pragnieniach. To, czego się wymaga, nie jest tylko poddaniem serca czy umysłu, jest to raczej aktywna moc Boża przejawiająca się w tobie... Tak naprawdę, możesz poddać się... tylko wtedy, gdy serce opróżnione jest ze wszystkiego: z nadziei, pragnień i życzeń, a nawet z pragnienia poddania się Bogu, gdyż tym wszystkim jest właśnie twoje serce".1 Musisz pozwolić Bogu działać w tobie poprzez aktywność wielkiej Siły Życia - mówi Pak Subuh. Działanie to podobne jest do sytuacji, w której pozwalasz przy- jacielowi wziąć się za rękę i poprowadzić. Poddajesz się wtedy wszystkiemu, co przyjaciel chce zrobić. Takie jest zasadnicze znaczenie poddania się Bogu według Paka Subuha. Przekazywanie tej siły innym to boska misja Pak Subuha, którą otrzymał pod koniec trwających trzy lata objawień. Subuh porzucił pracę - w tym czasie miał już pięcioro dzieci - i powiedział żonie, że musi ufać, iż Bóg się nimi zaopiekuje. Intuicyjnie przeczuwał, że nie powinien szukać uczniów lub też opowiadać o swoich objawieniach, jeżeli ktoś go o to sam nie poprosi, lecz powinien przekazy- wać to tym wszystkim, którzy będą tego pragnęli. Wkrótce potem uczniowie pewnego nauczyciela sufizmu przybyli do Subuha skierowani przez swojego mistrza, by to otrzymać, a Subuha od tej chwili nazy- wano „Bapak" - jawajskie słowo oznaczające ojca. „Pak" jest pełnym czułości zdrobnieniem tego słowa. Taki był początek Subudu. Nazwa „Subud" jest skrótem trzech słów: Susila, Budhi i Dharma. Susila ozna- cza prawdziwy charakter człowieka działającego zgodnie z wolą Boga; Budhi jest boską siłą życia, którą człowiek ma wewnątrz; Dharma to pełne poddanie się czło- wieka woli Boga. Tak więc Subud to pojęcie opisujące całą wewnętrzną dynamikę latihanu: total- ne poddanie się Bogu, które powoduje rozwój prawdziwej natury człowieka. Subud rozpowszechniał się na Zachodzie i w Indonezji. Najpierw powoli rozwi- jał się na Jawie, a potem został przeniesiony na Zachód przez ucznia Bapaka, Huseina Rofe. W roku 1950 nieżyjący już J.G. Bennett - uczeń Gurdzijewa - spo- tkał Rofe i twierdził, że Subud jest dalszym rozwinięciem nauk Gurdzijewa. Wy- najął dom niedaleko Londynu, który stał się centrum Subudu. Bapak z żoną wkrótce tam przyjechali. Od tego momentu Bapak często podróżował, zakładając grupy Subudu w ponad trzydziestu krajach. Sam Bennett nie został jednak człon- kiem Bractwa Subudu. 75 Dlaczego Bennett upatrywał w Bapaku naturalnego następcę Gurdzijewa? Może z tego powodu, że zarówno Bapak, jak i Gurdżijew zetknęli się w młodości z mistrzami sufich i stąd pewne podobieństwa w ich nauce. Gurdżijew widział czło- wieka jako mnogość „ja", a każde „ja" żyło krótko i było tylko reakcją na warunki zewnętrzne; suma „ja" tworzyła osobowość maszyny, którą człowiek nakładał na swoją prawdziwą i niepowtarzalną indywidualność. Z kolei Bapak widzi człowieka jako istotę złożoną z pewnej liczby niższych sił, które go zniewalają i w ten sposób blokują jego człowieczeństwo. Istnieje pięć sil życia lub poziomów - twierdzi - które opanowują każdą zwykłą ludzką istotę, a człowiek nie jest tej obecności świadomy, gdyż uważa siebie za swojego pana. Trzy niższe siły obejmują całość natury właściwej światu fizyczne- mu i jednocześnie każda z nich - materia, roślina i zwierzę - jest samą dla siebie. Powyżej nich znajduje się poziom czwarty, ludzki, a piąty obejmuje te przejawy życia, które stoją ponad ludźmi. Bapak wyjaśnia, że niższe siły tworzą świat fizyczny, a więc człowiek jest żywym obrazem całego świata leżącego poniżej ludzkiej sfery. Gdy zawładną nim niższe siły, czyniąc zeń niewolnika, to cały świat traci równowagę, a wszystko co żywe pogrąża się w cierpieniu, gdyż przeznaczeniem człowieka - jako najbardziej rozwiniętej istoty - jest pogodzić te siły w swojej naturze. Aby to osiągnąć, musi oprzeć się na twórczej mocy Boga, która umożliwia zrozumienie ludzkiej kondycji i daje mu współczujące, lecz mistrzowskie panowanie nad niższymi siłami. Bapak dużo uwagi poświęcił tej dziedzinie. Uważa, że materia nieożywiona jest dla człowieka bardzo atrakcyjna, a codzienne myśli odzwierciedlają jego obsesję - zniewolenie przez produkty własnych rąk. Mają nad nim tak ogromną władzę, że człowiek zapomina, iż są to tylko rzeczy i przypisuje im różnego rodzaju cechy. Dlatego też dobra materialne opanowują ludzi i tracą oni zrozumienie swojego związku z rzeczami. Bapak sądzi nawet, że ludzie są ślepi na prawdziwy cel dóbr materialnych - miały one służyć ludzkości jako wspólne dobro, a zostały przesycone cechami materii, jej ciężkością i bezwładem. Tacy ludzie spadają poniżej ludzkiego pozio- mu, a nawet poniżej samej materii, gdyż pozbawieni są ducha. Nawet sama materia potrafi czcić Boga - mówi Bapak. Mimo że nie posiada ona intelektu, to jest świadoma ducha i tęskni, by ludzkość pozwoliła jej wejść do swoich myśli i w ten sposób wznieść się do poziomu ludzkiego. Człowiek musi zrozumieć to pragnienie materii połączenia się z nim, jeżeli chce rozpoznać żyjące pierwiastki, z których sam się składa. Rośliny, które bezpośrednio lub pośrednio stanowią pokarm człowieka, są bar- dziej intymną częścią człowieka niż materia i mają większy na niego wpływ. Gdy wewnętrzne uczucia człowieka zostają oczyszczone i uwalnia się on od pragnień roślinnych, innymi słowy, gdy nie jest już niewolnikiem swojego żołądka, roślinna siła życia, z której częściowo sam się składa, może nawiązać kontakt z zewnętrz- nym światem roślin i to - mówi Bapak - „przypomina długo wyczekiwane spotka- nie męża z żoną". Ponieważ człowiek może nawiązać ten ponowny związek z roś- liną, więc w podzięce za okazaną jej pomoc czci ona człowieka. 76 Obie sity - materii i roślin - powodują zniszczenia w człowieku, jeżeli tylko pozwoli na to, by opanowały go. Nie ma w tym żadnych celowych działań, lecz ponieważ z natury siły te nie egzystują na jego poziomie, ściągną go w dół. Gorsza jednak od tych dwóch sił jest moc zwierzęca, która przenika głębiej. Dopóki czło- wiek nie uświadomi sobie swojej zwierzęcej natury, zakłada, że wszystko co robi, robi z własnej woli. Lecz tak naprawdę - mówi Bapak - to wszystkie jego działania wywołane są przez jedną z tych trzech niższych sił, najczęściej siłę zwierzęcą. Te trzy poziomy zawdzięczają swoje trwanie w człowieku czynności jedzenia. Ludzie wszakże wzajemnie siebie nie zjadają, więc ludzki poziom siły życia powstaje w inny sposób. Współdziałanie na poziomie ludzkim odbywa się poprzez współżycie seksualne. Związek seksualny oznacza akt tworzenia i Bapak widzi człowieka jako twórcze pole, w którym świat może się rozwijać; porównuje ludzkie ciało do gleby o różnej płodności i poprzez analogię - różnym ludziom odpowiada różna gleba, z których najwyższa to „złota ziemia". Bapak uważa, że człowiek podczas stosunku może poddać się wpływowi siły, która jest już bardzo ludzka, gdyż w chwili orgazmu najgłębsze „ja" mężczyzny lub kobiety może oddzielić się od niższych sił. W tym momencie, jeżeli człowiek jest wolny od pragnień i myśli, może uświadomić sobie wewnętrzne przebudzenie otwierające go na jego prawdziwą naturę. Jak to się dzieje, że nie jesteśmy świadomi niższych sił? Gdy one powstają - mówi Bapak - człowiekowi wydaje się, że to jednolity strumień bodźców, mimo że w rzeczywistości pochodzą one z różnych miejsc. Ponieważ nie ma możliwości rozdzielenia ich gdy wchodzą w pole świadomości człowieka, wobec tego nie uświadamiamy sobie ich pochodzenia. Lecz gdy świadomość wzniesie się na czy- sto ludzki poziom, przykładowo w czasie aktu seksualnego, i jeżeli człowiek potra- fi wyczuć te niższe siły, wówczas może się od nich oddzielić. Tracą swoją dominu- jącą pozycję, człowiek zostaje ich zarządcą i może skierować je na właściwe ścież- ki. Po takim przeżyciu człowiek nie da się już oszukać, gdy spotka poziom pozor- nie ludzki, będący w rzeczywistości niższą siłą noszącą ludzką maskę. Człowiek w stanie łaski może właściwie zaspokajać potrzeby każdej siły - ludzka siła jest wtedy w człowieku, a zwierzęca w zwierzęciu. „Istnieje droga, którą człowiek może dojść do tej wiedzy - właściwie nie ma innej - lecz musi porzucić swoje myśli, które zawsze po omacku idą za złudami wyobraźni".2 Człowiek wypełniony jest myślami i wyobrażeniami przez cały dzień i tylko wtedy, gdy potrafi się od nich uwolnić, może uświadomić sobie wewnętrzne uwa- runkowanie. Gdy osiągnie stan wewnętrznej pustki, pojawią się wibracje wypeł- niające ciało, poczuje dotknięcie całkiem nowej i niepowtarzalnej mocy. Stopnio- wo, gdy moc już wzmocni swoją obecność, odkryje naturę i złożoność własnej oso- by. Koncepcja oczyszczania umysłu, myśli i wyobrażeń jest jedną z najważniej- szych w nauce Bapaka. Zasadnicze jest odróżnienie myśli i uczuć od otrzymywa- nej Boskiej Mocy. Myślenie i odczuwanie należą do sfery sil niższych - wszystko co robimy, co wynika z aktywności myśli i uczuć uwarunkowane jest tymi siłami. 77 Ale trzeba je przekroczyć, jeżeli Boska Moc ma działać bez przeszkód. Jak można to osiągnąć? Aby otrzymać Moc - mówi Bapak - trzeba stać się wewnętrznie pustym i spo- kojnym w sercu i umyśle, do tego stopnia cichym, by wszystkie myśli i emocje zniknęły. Myślący umysł jest szczególnie podatnym instrumentem na wszelkiego rodzaju destrukcyjne siły. Powierzchownym, myślącym umysłem człowiek nigdy nie zrozumie swoich wewnętrznych, duchowych impulsów. Umysł należy uciszyć i zastąpić potężną Siłą Życia Boga. Natura tej siły życia wykracza całkowicie poza naszą zdolność rozumienia i w niej tkwi jedyna rzeczywista pomoc dla człowieka. Myślący mózg człowieka to doskonałe narzędzie i powinno się go jak najpełniej rozwijać naturalnymi metodami, lecz zakres jego działania kończy się na świecie zewnętrznym, wobec czego nie należy go używać do pojmowania istoty Boga. Pamiętajmy: „Oddaj cesarzowi, co cesarskie, a Bogu, co boskie". Jeżeli człowiek pozostawi za sobą swój nieustannie myślący umysł - mówi Bapak - to przez poddanie Bogu swojej woli może ponownie stać się człowiekiem, w jedności ze sobą i siłami, z których się składa. Jakie warunki muszą być spełnione, by poddanie stało się faktem? Odpowiada- jąc, Bapak kieruje naszą uwagę na latihan - duchowe ćwiczenie, które jest istotą Subudu, a także w sposób niezwykły wyróżniającą go właściwością. Po raz pier- wszy Moc Siły Życia przekazywana jest podczas latihanu przez ludzi nazywanych pomocnikami. Są oni mianowani przez Bapaka, przeznaczeni do „otwierania" swych braci. To „otwarcie" nie ma żadnego osobistego związku ani z Bapakiem, ani z pomocnikami. Stanowią oni tyko kanał, przez który przekazywana jest siła. Każdy może brać udział w latihanie i być w ten sposób otwarty. Jest to bezklasowe i wolne od rozróżnienia ras, religijne wsparcie, w którym tylko znikomy procent ludzi pozbawiony jest uczestnictwa, chociaż czasami niektórych powstrzymuje się, aż do czasu, gdy ulegną zmianie ich obecne warunki. Na uczestnictwo w lati- hanie każdy kandydat musi oczekiwać trzy miesiące. W tym czasie sprawdza się szczerość jego intencji, a także zostaje on odpowiednio poinformowany o specyfi- ce Subudu i bractwa, do którego się przyłącza. W Subudzie nie znajdziemy żadnej religijnej doktryny, nie wymaga się choćby w najmniejszym stopniu określonego rodzaju wiary. Przy „otwarciu" kandydat wygłasza jedynie proste oświadczenie, że „wierzy we Wszechmocnego Boga i w jego moc". Co właściwie dzieje się w latihanie? Do końca życia, dwa razy w tygodniu, mężczyźni i kobiety spotykają się w oddzielnych pomieszczeniach w najbliższym ośrodku Subudu, opróżniają kieszenie z metalowych przedmiotów, stają rozluź- nieni z zamkniętymi oczami, wyzbywają się - na ile jest to możliwe - wszelkich myśli, spostrzeżeń i pragnień. Potem poruszają się prowadzeni przez siłę, którą uważają za moc Boga. Latihan ma być tylko czystym wielbieniem Boga i środkiem do stopniowego oczyszczania - podczas tego doświadczenia wyjaśniają się rezul- taty niewłaściwego postępowania, zgubnego dziedzictwa itd. Członkowie nie pró- bują zrozumieć tego, co się im przydarza, lecz poddają się temu - niezależnie czy będą to mimowolne gesty, taniec, mówienie obcymi językami, śpiew, płacz, a cza- sami krzyk i wrzask, czy nawet wydawanie dziwnych odgłosów zwierzęcych. 78 Mogą również stać całkowicie nieporuszeni. Nie są w żadnym transie, nie zwraca- ją uwagi na to, co się dzieje dookoła nich. Może nagle pojawić się nieprzewidziany ruch lub dźwięk, gdyż każdy musi opanować indywidualnie powiązania niższych sil. Nikt nigdy nie jest całkowicie w mocy tej siły, by stracić panowanie nad tym, co się dzieje; nieprzerwanie zachowuje świadomość obserwatora. Po pół godzinie pomocnik oznajmia, że latihan zakończył się. Latihan - mówi Bapak - dostarczy człowiekowi okazji do wejścia w taki stan rzeczywistości, w którym niższe siły nieuchronnie oddzielają się od niego. Bapa- kowi szczególnie zależy na wskazaniu, że samo ćwiczenie latihanu jest w pełni indywidualne, z niepowtarzalnym przebiegiem w każdym człowieku, zgodnie z siłą i zdolnościami danej osoby. Ponieważ ćwiczenie jest sprawą całkowicie indy- widualną, nie może w żaden sposób nikomu zaszkodzić. Faktycznie jest bardziej prawdopodobne, że przyniesie zdrowie - mówi. To, czego człowiek doświadcza, jest dla niego korzystne i naturalne, pojawia się jako jego dziedzictwo. Jedną z dodatkowych korzyści dla praktykujących latihan jest odkrycie nowej zdolności, która ułatwia dokonywanie wyborów we własnym życiu. Nazywa się to „testowaniem", a metoda ta polega na wewnętrznym wyciszeniu się, tak bardzo jak tylko jest to możliwe, sformułowaniu pytania, a potem wyrzuceniu go z umy- słu i wejściu razem z pomocnikami w stan latihanu. Mówi się, że odpowiedź na nie jest zupełnie jasna. Okazało się to dobrodziejstwem dla wielu ludzi, których hała- śliwe umysły nie bardzo sobie radziły z rozwiązywaniem problemów życiowych. Czym jest ta dziwna siła, która przyciąga różnych ludzi do Subudu? Przykłado- wo, członkami Subudu jest wielu kwakrów. Pomimo iż o tej sile mówi się jako o mocy Boga, Bapak jest bardzo ostrożny w wyjaśnianiu pochodzenia tego zjawiska, gdyż - mówi - tylko Bóg wie, czym to jest. To co otrzymujemy, pochodzi ze strumienia życia, spoza zasięgu niższych sił, a także spoza zasięgu wszystkiego, co można by nazwać magią. Lecz nie potrafi on wyjaśnić, ani określić tego strumienia. Tak naprawdę, to nie ma sensu o tym mówić - twierdzi Bapak - ponieważ wyjaśnienia, niezależnie od tego, jak mądrze brzmią, są tylko projekcjami aktywnego umysłu i wyobraźni. Właściwą odpowie- dzią dla tych, którzy chcą poznać czym to jest, będzie jedynie osobiste doświad- czenie. Poznają wtedy fakty, a nie słowa o nich. „Fakty - mówi Bapak - to korzystna zmiana we wszystkich, którzy praktykują latihan. Maleje podatność na choroby, opóźnia się proces starzenia, umysł staje się giętki i jasny, a emocje cechuje prostota i bezpośredniość. Z czasem ludzie będą mogli otrzymać piątą siłę, poziom życia znajdujący się ponad człowiekiem. Na tym poziomie możemy znaleźć świętych i proroków, wyjątkowych mężczyzn i kobiety, których miłość i świadomość obejmuje wszystkie formy, mimo iż oni sami rozpłynęli się w bezkształtny stan ducha, który można przyrównać do bezmiaru oceanu". Subud nie jest odłamem religijnym. Jego członkowie wywodzą się z różnych istniejących już religii i twierdzą, że dzięki latihanowi pogłębiło się zrozumienie ich własnej religii (to, że nauczyli się rezygnować z własnej woli mogło być jedną z przyczyn tej zmiany). Bapak, jako założyciel Subudu i pierwszy „przekaziciel" tej 79 siły, przez wiele ze swoich „dzieci" uważany jest za proroka, mimo że sam pozwala jedynie mówić o sobie tak, jakby chodziło o zwykłego człowieka. To nie on, lecz Siła Życia jest żywiołem otwierającym; on jest tylko zwykłym członkiem rodziny i zgodnie z tym żyje. Mówi o tym tak: „Bóg chce, aby Bapak był taki, jaki Bapak jest - żeby pił kawę, jadł masło, chleb i ser, żeby palii - gdyż takie są zwykle czynności ludzi i to nie zamknie mojej drogi do Boga, gdyż on chce, bym taki był".3 Całkowita ufność Bapaka w Siłę Życia, a nie we własne wysiłki przekroczenia samego siebie, może być mylnie pojmowana przez tych, którym obce jest to doświadczenie. Zastąpienie własnej intuicji i stwierdzeń wynikających z osobi- stych niepowodzeń i wątpliwości, siłą, która wydaje się być przekazywana bez specjalnego wysiłku, może być pewnego rodzaju rozminięciem się z własnym czło- wieczeństwem. Być może Bapak nie podjął tej krytyki, ponieważ niezachwianie wierzy w życie codzienne, będące najlepszą areną dla gry boskich sił, i co jest znamienne, w swych naukach kładzie duży nacisk na rozwijanie różnego rodzaju przedsięwzięć. W ciągu siedemnastu lat, gdy na Zachodzie wprowadził Subud i latihan, stopniowo coraz większą wagę przykładał do działalności świeckiej, a szczególnie do przed- sięwzięć, które obecnie finansują społeczne cele Subudu. W swoich wypowie- dziach zachęca członków do pracy nad osiąganiem lepszych warunków życia i ponagla ich, by budowali szkoły Subudu, szpitale, domy starców itd. Jest to jedyna, dopuszczalna dla Bapaka reklama Subudu: „Nie powinniśmy robić propagandy, lecz świadectwem dla innych ma być to, co jest w nas. Bardzo ważne jest, aby korzystać z naszych umysłów i serc tak długo, jak długo żyjemy na tej ziemi, gdyż Bóg dał nam umysł, serce i pamięć zmysłów, aby służyły potrzebom życia aż po dzień ostatni".4 A co będzie po tym życiu? Potrzebujemy szczęścia nie tylko w tym życiu, lecz także po śmierci - mówi Bapak - gdyż śmierć jest kontynuacją życia. Myślenie, że umierając dochodzimy do jakiegoś kresu, jest absurdalne. Oczywiście, nasz umysł i serce przestają pracować, lecz istnieje wewnętrzne odczuwanie, które nadal trwa. Jeżeli to wewnętrzne odczuwanie nie jest przygotowane do następnego życia, jeżeli nie jest dostatecznie oczyszczone i nie odkryło mocy Boga, to pozosta- nie niemrawe, stłumione i bez życia, gdy zakończy się praca serca i umysłu. „Wszystko wygląda inaczej, gdy Moc Życia jest w tobie aktywna podczas ćwi- czenia - wówczas twoje wewnętrzne odczuwanie zaczyna się budzić i żyć, a swego początku nie zawdzięcza oddziaływaniom serca, umysłu czy emocji, lecz wprost przeciwnie, jego egzystencja zależna jest od uwolnienia się od tych wpływów. Wewnętrzne odczuwanie może to rozpoznać i być świadomym życia wolnego od wpływu umysłu, serca i emocji, które nie mogą przewodzić lub towarzyszyć nasze- mu życiu wewnętrznemu, lub raczej duszy, w drodze do sfery życia po śmierci. Ponieważ to wewnętrzne odczuwanie (lub wewnętrzne 'ja') przychodzi żywe, uwolnione od umysłu, pragnień i serca, staje się zdolne do przyjęcia tego, czego potrzebujesz, czego chce dla ciebie Bóg, tak więc poprzez 'ja' możesz otrzymać wiedzę o tym, czym jest życie po śmierci i czym byłeś, zanim się urodziłeś".5 80
  • GURDŻIJEW 1873 - 1949

    Jurij Iwanowicz Gurdżijew, w przeciwieństwie do Krishnamurtiego, spędził większość swoich młodych lat wędrując po Wschodzie w poszukiwaniu mądrości starożytnych religii. Należał do grupy ludzi nazywających się „Wspólnotą Poszu- kujących Prawdy"; uważali oni, że kiedyś istniała jedna religia, a później podzie- liła się i można ją znaleźć w różnych krajach Wschodu. Filozofia trafiła do Indii, teoria do Egiptu, a praktyka do Persji, Mezopotamii i Turkiestanu. „Poszukujący Prawdy" - grupa skupiająca również wielu Europejczyków, którzy poświęcili swo- je życie na odkrywanie starożytnej wiedzy ezoterycznej o wszechświecie - wie- rzyli, że wiedza ta kryje się w symbolice legend, w muzyce i tańcu, w przekazach ustnych dawnych zakonów, a także w starożytnych zabytkach np. w piramidach. Gurdżijew był jednym z przywódców tej grupy. Jej członkowie podróżowali sa- motnie lub parami, często przebrani za pielgrzymów lub kupców, badali najbar- dziej odległe rejony Azji. Przyłączali się do tajemnych bractw, studiowali w zako- nach stopniowo powiększając wiedzę, którą potem Gurdżijew rozwinął i nazwał „Systemem" lub „Pracą". Zawsze pociągało go to, co dziwne i tajemnicze. Jego ojciec był stolarzem, pół- Grekiem, pół-Rosjaninem, a rodzina żyła w odległej wsi na południowym Kauka- zie niedaleko granicy tureckiej. Stolarnia stała się miejscem wieczornych spotkań różnych ludzi, gdyż ojciec Gurdzijewa bardzo interesował się religią. Był wiesz- czem-pieśniarzem znającym wiele azjatyckich legend i sag, które często śpiewał, co, równie jak niekończące się dyskusje, wywarło głęboki wpływ na młodego Gur- dzijewa. Fascynowały go też prymitywne plemiona wędrujące ze swoimi stadami po Kaukazie, szczególnie Jezidis - wyznawcy diabła, niezwykle mocno zdetermi- 62 nowani przez własne obrzędy. Nieraz zdarzało mu się widzieć chłopców Jezidi jakby sparaliżowanych, niezdolnych do ruchu, gdy znaleźli się w magicznym kole narysowanym na piasku przez inne dzieci. Otrzymał staranne wykształcenie. Biskup okręgu - bliski przyjaciel ojca, podjął się jego edukacji z myślą o zawodach księdza i lekarza, gdyż dostrzegał ich wza- jemny związek. Nauczyciel nigdy jednak nie doczekał się w uczniu ani księdza, ani lekarza, ponieważ Gurdżijew porzucił studia, aby stać się „Poszukującym Prawdy" i odsłonić tajemnicę wszechświata. Swoje niewiarygodne przygody opisał on w książce Meetings with Remarkable Men, lecz nie poruszył w niej sprawy swojego rzekomego dziesięcioletniego poby- tu w Tybecie, gdzie podobno był rosyjskim szpiegiem i wychowawcą Dalaj Lamy. Dziwak i oportunista, potrafił robić pieniądze na każdym interesie. Pisze, że kie- dyś złapał większą ilość wróbli, pomalował je na żółto i sprzedał jako amerykań- skie kanarki. Po czym uciekł, bo już pierwszy deszcz mógł odkryć prawdę. Nauczył się wyrabiać dywany i maszyny do szycia. Wiedział, jak hipnotyzować ludzi i leczyć ich dolegliwości. Typowym jego pomysłem było rozkręcenie interesu z gor- setami. Zauważył, że na Kaukazie pojawiła się moda na krótkie gorsety, dlatego postanowił poprzerabiać stare, wysokie - na modniejsze. Jedną z klientek była dobrze zbudowana Żydówka, której gorset musiał być i skrócony, i poszerzony. Musiał więc znaleźć większą ilość fiszbinu. Próbując go nabyć, odkrył, że nie jest to łatwe. Natychmiast wykupił wszystkie stare, niemodne gorsety po mocno zni- żonej cenie, ku zadowoleniu sklepikarzy pragnących się ich pozbyć, i zaczął je przycinać oraz modyfikować. Zatrudniając kilka dziewcząt wytwarzał wkrótce około stu gorsetów dziennie, następnie sprzedawał je po wysokich cenach tym samym, lecz już teraz rozwścieczonym sklepikarzom. Pieniądze uzyskane ze sprzedaży sześciu tysięcy gorsetów, jak i z innych rów- nie genialnych przedsięwzięć - Gurdżijew był bystry i bezwzględny w interesach - przeznaczał na wyprawy. Jedną z takich wypraw zorganizował wspólnie z przyjacielem Pogossianem. Jej celem było odnalezienie członków starożytnego stowarzyszenia nazwanego Brac- twem Sarmoung, które według Gurdzijewa zostało założone w Babilonie w roku 2500 p.n.e. Kiedy zebrał już wystarczającą ilość wiedzy do opracowania „Systemu", Gurdżi- jew wyjechał do Moskwy z zamiarem przekazania tych nauk ludziom Zachodu. Nie od razu udało mu się zrealizować plany, gdyż wybuchła I wojna światowa. W 1915 roku napisał i wystawił balet Hindoo pt. „Walka Magów", a notatka w prasie o tym spektaklu zwróciła uwagę dziennikarza Uspieńskiego, który wkrótce miał stac się jego najbardziej sławnym rzecznikiem. Uspienski opisuje swoje pierwsze spotkanie z Gurdżijewem: „Zobaczyłem niemłodego już człowieka o orientalnej urodzie, z czarnym wąsem i przenikliwym wzrokiem, sprawiającego wrażenie - i tym mnie zadziwił przede wszystkim - że maskuje się, jak gdyby zupełnie nie pasował do tego miejsca i jego atmosfery. Ciągle byłem pod wrażeniem Wschodu. A ten mężczyzna z twarzą hin- duskiego radży lub arabskiego szejka - już go widzę w białym burnusie lub pozła- 5 — Współcześni.. 65 canym turbanie - siedział tutaj, w małej kafejce, gdzie spotykali się agenci hand- lowi i drobni przedsiębiorcy. Miał na sobie czarną pelerynę z welwetowym kołnie- rzem i czarny kapelusz. Przyjmował dziwną, nieoczekiwaną i prawie zatrważają- cą pozę człowieka nieumiejętnie zamaskowanego. Przedstawiał sobą widok, który krępuje, gdyż jasne było, że nie jest tym, kogo udaje, a ty musisz z nim rozmawiać, zachowując się tak, jakbyś tego nie dostrzegał. Po rosyjsku mówił niepoprawnie, z silnym kaukaskim akcentem i właśnie ten akcent - z którym przyzwyczajeni jesteśmy wiązać wszystko, tylko nie idee filozoficzne - potęgował jeszcze dziwacz- ność i niesamowitość tej sceny".1 Sam Uspienski był niespełnionym „poszukiwaczem" wiedzy, którą usiłował zdo- być wędrując po Indiach. Wrócił do Moskwy sfrustrowany, zagubiony, nie wiedząc co dalej czynić. W pasji Gurdzijewa dostrzegł nową szansę i jako uczeń towarzy- szył mu w podróży nad Morze Czarne. Rewolucja zmusiła ich do opuszczenia Ros- ji. Rozstali się - Uspienski wyruszył do Londynu, by tam kontynuować „Pracę", a Gurdżijew zabrał uczniów, część swojej rodziny oraz sympatyków do czternasto- wiecznego zamku Chateau de Prieure w Fontainebleau, dokąd udali się w roku 1922. Założył tam „Instytut Harmonijnego Rozwoju Człowieka", skupiający inte- lektualistów europejskich i amerykańskich zwanych „filozofami losu". Instytut działał do czasu jego śmierci, czyli do roku 1949. Podstawowe założenia Gurdzijewa są proste, prawie schematyczne. Człowiek to mechaniczny pajac manipulowany przez każde zewnętrzne wydarzenie - mówił. Pada ofiarą swoich nieuzasadnionych obaw, pragnień i dlatego stale się zmienia - nigdy długo nie jest tą samą osobą. Tworzy zlepek impulsów i reakcji, jego indy- widualność nie istnieje: wszyscy ludzie, których możesz poznać, są maszynami, zwyczajnymi maszynami działającymi tylko pod wpływem siły bodźców zewnęt- rznych... Maszynami, które się rodzą i maszynami, które umierają..." Uspienski zapytał go, czy można przestać być maszyną. „A! To jest pytanie - powiedział Gurdżijew - ... można przestać być maszyną, lecz aby to osiągnąć, trzeba przede wszystkim poznać maszynę. Maszyna, zwykła maszyna nie zna siebie i nie może siebie znać. Kiedy maszyna zna siebie, to prze- staje już być maszyną, przynajmniej taką jak przedtem. Zaczyna być odpowie- dzialna za swoje postępowanie".2 Tematem prawie każdej rozmowy Gurdzijewa było to, iż człowiek wierzy, że jest trwałym i wypełniającym go w całości „ja". Gurdżijew uważał tę wiarę za jedną z największych pomyłek. Jak „człowiek-maszyna", człowiek, który nie potrafi postę- pować w zgodzie ze sobą, człowiek, któremu wszystko „się przydarza" może być jedynym i prawdziwym „ja"? - pytał. Jeśli nazywa on swoim „ja" każdą myśl lub uczucie następujące po sobie, to największy błąd polega na tym, że cały czas uważa siebie za jedno i to samo „ja", podczas gdy naprawdę stale się zmienia, jest już inny od osoby, którą był przed chwilą. Człowiek sądzi, że każde doznanie i każda myśl należy do jednego „ja" i że on jest tym pełnym „ja". Dochodzi więc do wnio- sku, że działa będąc wypełniającym go w całości „ja" i że jego myśli i uczucia to wyrażają; w rzeczywistości jednak każda myśl lub uczucie przychodzi i odchodzi niezależnie od tego jak blisko znajdujesz się stanu pełnej samorealizacji, nie ist- 66 nieje coś takiego jak „ja" indywidualne. Człowiek składa się z niezliczonej ilości mniejszych „ja"; niektóre z nich do siebie nie pasują, inne zaś nigdy się ze sobą nie spotykają. „...W każdej minucie, w każdej chwili człowiek mówi lub myśli poprzez swoje 'ja', które zmienia się, jest inne. Raz jest to myśl, kiedy indziej pragnienie, to znów doznanie, następnie myśl i tak dalej bez końca... Legion może być imieniem czło- wieka. Przypadkowe wpływy zewnętrzne kontrolują tę zmienność 'ja', ich ustawiczną walkę o dominację. Ciepło, słońce, ładna pogoda natychmiast wywołują całą masę 'ja'. Zimno, mgła, deszcze dorzucają nowe 'ja' - inne skojarzenia, kolejne uczucia, nowe działania. Nic w człowieku nie panuje nad zmianami 'ja', głównie dlatego, że to sam człowiek ich nie widzi lub o nich nie wie, utożsamiając się zawsze z ostat- nim 'ja'. Niektóre 'ja' są oczywiście silniejsze od innych, lecz nie mają świadomości własnej siły, wzmacniane jedynie przez wydarzenia lub mechaniczne bodźce ze- wnętrzne. Wykształcenie, naśladownictwo, oczytanie, fanatyzm religijny, system kastowy i tradycja lub uleganie chwytliwym sloganom tworzy wiele odrębnych i monstrualnych 'ja' w osobowości człowieka, które zdominowują inne, słabsze... Wszystkie 'ja' współtworzą osobowość człowieka i wynikają z jednego źródła... Są wynikiem nakładania się na siebie wpływów zewnętrznych, których dynamika nieustannie je podtrzymuje i kontroluje".3 Jest to nowatorski i inspirujący punkt widzenia ludzkiego „ja". Przywodzi na myśl przekonanie Ramany Maharishiego, że ludzkie „ja" jest zdeterminowane tym, z czym się człowiek utożsamia. Mimo wszystko są między nimi różnice. Ramana Maharishi nigdy nie uważał, że człowiek nie posiada żadnego centralne- go „ja", mimo iż struktura jego osobowości jest zatomizowana. Nie przypominam sobie, aby Gurdżijew kiedykolwiek twierdził tak, jak Ramana Maharishi, że w chwili, gdy człowiek przestaje się utożsamiać ze swoim najbliższym, uwarunko- wanym przez ciało „ja" - to odkrywa Jaźń, swoją prawdziwą Podstawę. Spróbujemy nad tym się zastanowić, odwołując się do własnych przeżyć. Czy czuję w sobie coś prawdziwego i niezmiennego, leżącego u podstawy wszystkich absorbujących mnie zajęć i wymagań życia codziennego? Tak - odpowiadam, i może Ramana Maharishi bliższy był oczywistej prawdy, kiedy powiedział, że czło- wiek nie użyłby nawet określenia „ja", gdyby nie wyrażało to jego natury - gdyby nie istniało zasadnicze „ja". Człowiek myli to wieczne, niezmienne „ja" ze wszyst- kim, co powierzchowne i zmienne - mówił Ramana Maharishi. Nie istnieje żadne głębokie, podstawowe „ja" - uważał Gurdżijew - jest to wyjątkowe nieporozumie- nie! Niezależnie od poglądu, jaki przyjmiemy obecnie, nie ulega wątpliwości, że w latach trzydziestych i czterdziestych, dla wielu ludzi Zachodu - wychowanych w wierze, iż Bóg po to stworzył „ja", by człowiek mógł skuteczniej panować nad światem przyrody - ataki Gurdzijewa rozbijające tabu pojęciowe „ja" były od- krywczym uwolnieniem od przestarzałych i klaustrofobicznych pojęć. W poglądzie, że Bóg stworzył człowieka na Swój obraz i podobieństwo, i że jest on Jego wybranym stworzeniem zawarta jest tak nieprawdopodobna hipokryzja, 67 że trzeba być naprawdę bardzo naiwnym, by w to uwierzyć. Na obraz i podobień- stwo ego? Bóg mógłby stworzyć coś bardziej udanego. Kiedy Gurdżijew mówił swoim uczniom, że człowiek w ogóle nie posiada indywidualności, żadnego poje- dynczego „ja" i że to wszystko, z czego się składa to niezliczona ilość małych oddzielnych „ja" - wówczas wielu z jego wielbicieli wolało przyjąć ten pogląd o ludzkim uwarunkowaniu niż nadgryzioną przez czas hipokryzję. Łatwo jest dojść do wniosku Gurdzijewa. Kiedy chodzę, które „ja" mówi moim nogom, aby się poruszały? Żadne z tych, których jestem w tej chwili świadomy. Kiedy otwierają się drzwi, które ciekawskie „ja" zmusza mnie, bym się odwrócił? A które „ja" tworzy miłość do męża, zniecierpliwienie w stosunku do sąsiada, przyjemność znajdowaną podczas podróży morskich i w podmuchu wiatru? Czy każde „ja" jest zupełnie różną osobą, czy może też zmieniającym się aspektem tej samej osoby? Z obserwacji wynika, że gdy człowiek uwikła się w kłótnię lub silnie go pochła- niające uczucia, to w jego zazwyczaj sprawnie funkcjonującej osobowości zaczyna przeważać ten czy inny jej aspekt. Gurdżijew opierał wiele ze swoich nauk na fakcie ustawicznego utożsamiania się człowieka z tym, co w danej chwili przyciąga jego uwagę - ze swoimi myślami lub pragnieniami i swoją wyob- raźnią: „Człowiek utożsamia się z małym problemem, jaki go spotyka i zupełnie zapo- mina o zasadniczych celach, jakie sobie wyznaczył rozpoczynając pracę. Utożsa- mia się z jedną myślą i zapomina o innych, utożsamia się z jednym uczuciem, jednym nastrojem, a zapomina o wzniosłej szych myślach, emocjach, nastro- jach..."4 Najważniejsze to przestać utożsamiać się z czymkolwiek - mówił Gurdżijew - a można to uczynić, gdy człowiek nie będzie za każdym razem nazywał siebie „ja". Kiedy przestanie się ze sobą utożsamiać - a będzie to możliwe tylko wtedy, gdy zrezygnuje z pojmowania świata w kategoriach „ja", doszukując się w nim przy- czyny wszelkiego działania - to wówczas przypomni sobie swoją „esencję", od- wieczną jaźń. Co jest „esencją" człowieka? Byłoby uproszczeniem stwierdzenie, że Gurdżijew mówiąc o esencji miał na myśli Boga; choć mogłoby to wynikać z prostego lecz wnikliwego poglądu na ludzką egzystencję, zawierającego się w tym, że człowiek doświadcza istnienia Boga, gdy odrzuca pokusy egotyzmu, identyfikację ze swoim małym, wymyślonym „ja". Poglądy Gurdzijewa dotyczące zarówno Boga jak i człowieka były znacznie bar- dziej skomplikowane - odpowiadały nauce sufich, którzy twierdzili, że pomiędzy Bogiem a człowiekiem istnieje wiele zasłon i co najmniej cztery poziomy świado- mości. „Esencja" - termin sufich - odnosi się jedynie w niewielkim stopniu do tego, z czym się rodzimy, do takich cech jak kolor skóry i natura naszego wyglądu zewnętrznego. Gurdżijew uważał, że charakter jest wrodzony, a nie nabyty i że człowiek rodzi się już jako określona osoba. Można z tym polemizować, przypomi- nając sobie odpowiedzi mistrza zen - Bankei. Ksiądz zapytał go, jak ma się pozbyć wybuchowego temperamentu, z którym niestety się urodził. 68 „Och, z jakże ciekawą cechą się urodziłeś! - powiedział Bankei. Czy jesteś w stanie stwierdzić, że twój temperament może wybuchnąć w tej właśnie chwili? Jeżeli tak, to pokaż mi go natychmiast, a ja cię z niego wyleczę." Ksiądz odpowiedział, że w tej chwili nie może wybuchnąć. ,A więc nie urodziłeś się z tym - powiedział Bankei - Gdybyś urodził się z wybuchowym temperamentem, to miałbyś go cały czas..."5 Gurdżijew, podobnie jak ksiądz, uważał, że rodzimy się z pewnymi cechami i te nigdy się nie zmieniają, jednak osobowość uwarunkowana wykształceniem i śro- dowiskiem zmienia się cały czas. Osobowość - mówił - przypomina suknię lub maskę, przychodzi i odchodzi wraz z różnymi okolicznościami, w ciągu kilku minut można ją zmienić za pomocą hipnozy lub narkotyku. Osobowość pozornie może być silna (tak jak w przypadku krzykliwej i dominującej osoby), lecz jej wewnętrzna istota przypomina dziecko. Aby odkryć tę istotę, trzeba pozbyć się osobowości - twierdził Gurdżijew. „Kiedy mówimy o rozwoju wewnętrznym i przemianie wewnętrznej, mówimy o umacnianiu się esencji. Problem polega na tym, że nie należy zdobywać niczego nowego, lecz odzyskać i zrekonstruować to, co zostało stracone".6 Głównie chodziło o to, by zdobywać umiejętność odróżnienia istoty od osobo- wości i w trakcie tego procesu odrzucić osobowość, która była nałożoną maską. Gurdżijew uważał więc istotę za prawdziwą indywidualność, która u większości ludzi jest prawie całkowicie uśpiona. Wielu ludzi - mówił - egzystuje w stanie pół-snu, nazywając to „stanem jawy", który jest zaledwie wstępem do całkowitego otrząśnięcia się z permanentnego snu. Człowiek zna tylko te dwa stany i dlatego utożsamia jawę ze świadomością. Czasami zdarza się, że jest czymś mocno poru- szony, tak jakby był poza czasem, i wtedy doświadcza stanu świadomości, który odbiera jako bardziej realny. Ten stan niesie ze sobą poczucie wolności i jasności - to, co Krishnamurti nazywa „zadziwiająco żywym i twórczym". Cechą charaktery- styczną tego uczucia jest bycie żywym, tak jakby nigdy przedtem nie doświadcza- ło się prawdziwego życia. Na tym etapie, który Gurdżijew nazwał Świadomością Obiektywną, świat zewnętrzny nie jest mniej rzeczywisty; wręcz przeciwnie, jego realność jest niewyobrażalna. Zamiast zależności i przywiązania pojawia się prawdziwa i bezinteresowna akceptacja wszystkiego, co jest. Różowe okulary pragnącego „ja" są zbyteczne. Gurdżijew wyróżnił w człowieku cztery stany świadomości: snu, jawy, samo- świadomości i Świadomości Obiektywnej. To, czego uczył wspiera się na tych czterech filarach. Zwykły stan jawy to człowiek-maszyna, ostatni, stan Świado- mości Obiektywnej, osiąga się rzadko. Stan trzeci - samoświadomości, prowadzą- cy bezpośrednio do Świadomości Obiektywnej, człowiek może osiągnąć - mówił - drogą ciężkiej pracy i ćwiczeń, i jest to jedyny sposób ucieczki od pozostania maszyną. Prawdziwa wola, zdolność „działania" przychodzi wraz z odnalezieniem wewnętrznego „ja" lub istoty, która jest trzecim stanem. Człowiek jest niczym bez przejścia w stan trzeci - pozostaje tylko kłębowiskiem impulsów. W jaki sposób ludzie osiągają trzeci stan? Dla Gurdzijewa bardzo ważne były trzy psychologiczne czynniki. Czynnik pier- 69 wszy: ludzie na ogól nie przyjmują tego, co im się mówi; aby coś poznać, muszą tego doświadczyć, muszą tym być. Czynnik drugi: intensywne doświadczenie wyo- strza umysł i budzi go. Czynnik trzeci: samo doświadczenie, jeżeli jest powtarzane zbyt często, daje w rezultacie wyjałowienie umysłu i powrót do reakcji maszyny - umysł tak się plącze w koncepcjach i marzeniach, że człowiek żyje w świecie, z którym nie ma autentycznego kontaktu i, będąc wyobcowanym, nie dostrzega jego istnienia. Gurdżijew odkrył, że chcąc zachować te trzy czynniki w swojej nauce, powinien zmusić ludzi do ciężkiej pracy w warunkach, które będą powodować stałe napię- cia. Celem jego osiedlenia się w Prieure było również stworzenie takich okolicz- ności, które nieustannie miały przypominać mężczyznom i kobietom o tym, co naprawdę robią - o nieuchronnym konflikcie, jaki powstaje między ich świado- mością, a automatycznym zachowaniem - między wrażliwymi, uważnymi działa- niami, a bezmyślnymi reakcjami. „Poprzez walkę w sobie między 'tak' i 'nie', czło- wiek osiąga wewnętrzną jedność, scalenie - mówił. Gdy człowiek żyje bez wewnęt- rznej walki, gdy wszystko przyjmuje bez sprzeciwu, gdy idzie tam, gdzie go niesie lub gdzie wieje wiatr, to pozostanie takim, jakim jest..."7 Właśnie dlatego Gurdżijew tak wielką wagę przykładał do ciężkiej pracy fizycz- nej. Ludzie budowali drogi, wyrąbywali drzewa, wznosili budynki, zmieniali bieg strumieni, zakładali ogrody i trawniki, doili krowy i karmili kury. Jego uczeń relacjonuje, jak nauczył się „kroić" kamienie, rozbijać wapienne skały na drobne kawałki, nie większe od orzecha i robić to wszystko jak człowiek, a nie jak zwykły wyrobnik czy człowiek-maszyna. Początkowo uważał tę pracę za niepotrzebną stratę czasu. Gurdżijew obsztorcował go i powiedział, że marnuje swoją energię na przeżywanie wstrętu. Zamiast awersji do pracy, powinien spo- rządzić listę wyrazów obcych i starać się je zapamiętywać podczas jej wykonywa- nia, próbując równocześnie odczuć własne ciało oraz być świadomym tego, co robi. Uczeń odkrył, że praca zaczęła przynosić mu zadowolenie. Gurdżijew twierdził, że wynikiem prawdziwej uwagi w każdym działaniu jest głęboka szczerość. Bar- dzo łatwo ulegamy rozproszeniu, a każde rozproszenie przynosi poczucie wewnęt- rznego podziału. Gdy człowiek cały czas żyje w stanie powodującym konieczność ciągłych porównań, nie może być całkowicie otwartym na żadną rzecz. Dziecko zatraca całe swoje „ja" z powodu nowej zabawki. My mamy tak wiele zabawek, iż tracimy tę zdolność, a wraz z nią szansę, aby być świadomymi całości. W Prieure po ciężkim dniu pracy nie pozwalano na odpoczynek. W nocy wszyscy musieli uczyć się skomplikowanych tańców, które według Gurdzijewa były zasad- niczą częścią nauki. Koncepcja tańca wynikała z przeświadczenia, że człowiek działa poprzez trzy ośrodki: intelektualny, który myśli i planuje; emocjonalny, odczuwający ból i przyjemność oraz fizyczno-instynktowny, będący twórczym ruchem. W każdym człowieku dominuje jeden z tych ośrodków. Tańce miały na celu odkrycie tych ośrodków i wyrażenie całej filozofii Gurdzi- jewa poprzez ruch. Samoświadomość i obserwacja własnych ośrodków nie tylko wyzwalały prawdziwe „ja", lecz również pomagały zrozumieć bardziej ezoteryczne 7(1 aspekty „Systemu" Gurdzijewa - np. pogląd o wibracjach na różnych poziomach świadomości, żyjącej naturze planet, roli człowieka, który ma karmić ziemię, negatywnym wpływie Księżyca, i wielu innych. Są one omówione w książce Uspieńskiego In Search of the Miraculous, i opracowane w terminologii matema- tycznej oraz chemicznej. Opierają się na liczbie siedem - siedem promieni i oktaw, siedem światów i żywiołów itd. Tańce ukazujące to wszystko w ruchu wywodziły się z różnych kultur Wschodu. Tancerze mieli nauczyć się nie tyle wyrażać własne idee i uczucia, co zintegrować swoje trzy ośrodki. Każdy ruch musiał być opano- wany co do sekundy, ponieważ każda kończyna wytrenowana była tak, aby wyko- nywać ruchy niezależne od pozostałych. Konwencjonalne wyobrażenie o roli tan- cerza ulegało zburzeniu, gdyż nie tańczył on w takt żadnego znanego rytmu, lecz musiał być przygotowany na najbardziej nawet niezwykłą pracę mięśni. Reakcje emocjonalne i umysłowe stały się tak giętkie, jak jego kończyny. To niesamowite skupienie - konieczne, by nauczyć się tańców - sprawiało wra- żenie, jakby tancerze byli zahipnotyzowani. Nie tylko musieli opanować wymyśl- nie skomplikowane ruchy, lecz przede wszystkim zachować świadomość każdego z trzech ośrodków i pewność ich doskonałej i świadomej koordynacji. Przypomi- nało to gesty zmarłych i twarze bez wyrazu, podobne do „zombi".* Najważniejszym z ćwiczeń było ćwiczenie sufich „ist", w którym wszyscy ucz- niowe Gurdzijewa w jednej chwili zamierali na jego słowo lub gest, dokładnie w takiej pozycji, w jakiej się znajdowali. Nie mógł drgnąć żaden mięsień, nawet myśli w głowie musiały się zatrzymać. Chodziło o to, by zniszczyć wszystkie mechaniczne nawyki i utrzymać umysł w skupieniu i uwadze. Setki widzów oglą- dało to podczas słynnego występu tancerzy w Nowym Yorku. Cała trupa zatrzy- mała się w tyle sceny, twarzą do widowni. Potem, na polecenie Gurdzijewa, tan- cerze zaczęli biec w kierunku rampy i publiczności. Każdy spodziewał się zoba- czyć doskonałe przedstawienie „ist", nagle zatrzymanego ruchu. Gurdżijew jed- nak nie dał znaku, by tancerze zatrzymali się, lecz spokojnie odwrócił się do nich plecami i zapalił papierosa. Wszyscy tancerze, całkowicie posłuszni, przelecieli przez rampę i tracąc grunt pod nogami przeskoczyli orkiestrę. Po kolei upadali na podłogę, jeden na drugiego, z rękami i nogami powykręcanymi na wszystkie stro- ny. Leżeli tam, całkowicie spokojni i nieporuszeni, zastygła lawina ciał. Gurdżijew odwrócił się, spojrzał na nich, a potem dał znak, że przedstawienie skończone. Oszołomienie i niedowierzanie mieszały się w odczuciach widzów. Następnie, gdy okazało się, że nikt nie połamał kości i nikt z tancerzy nie miał nawet zadraśnięcia, widownia ze zdwojonym aplauzem biła brawo, jak gdyby chciała zaprotestować. Pokaz wydawał się zbyt ryzykowny. Natomiast dla wielu zachodnich intelektualistów cenny wydawał się mniej ry- zykowny trening, pomocny do osiągnięcia czwartego stanu - Świadomości Obiek- tywnej. Louis Pauwels (uczeń) wyjaśnia, że jedno z ćwiczeń polegało na uświado- mieniu sobie prawego ramienia w dokładnie określonym momencie dnia i utrzy- maniu tej świadomości tak długo, jak tylko było to możliwe: „To mogło wydawać się śmieszne, ale oczywiście nie nam. Niektórzy uważali, że w Nauce chodziło o wzmocnienie naszej koncentracji, aby w ten sposób działanie 71 uczynić bardziej skutecznym... W rzeczywistości było to przedsięwzięcie na zupeł- nie inną skalę. Chcę, aby to było jasne. 'Skupienie uwagi' nie miało większego znaczenia. Po to, by poznać moją prawą rękę, od opuszków palców do ramienia, dokładnie za piętnaście szósta, podczas lektury gazety w metrze, pomimo moich pragnień, radości i kłopotów w danej chwili - muszę oddzielić się od tego, co zazwyczaj nazywam swoją osobowością i właśnie z takim procesem związane jest ćwiczenie".8 Człowiek musiał wyplątać się ze wszystkiego, co robił w danej chwili i odmówić sobie utożsamienia się z jakimkolwiek widokiem, dźwiękiem, dotykiem, nawet jeśli w zatłoczonym pociągu czuł na sobie jakieś kobiece ciało. Jeżeli powstawało pragnienie, musiał je zaakceptować, lecz jednocześnie trzymać na dystans, tak by nim nie zawładnęło. Wszystko, co temu towarzyszy, było jak emocje i fantazje, musiało być natychmiast tłumione. Uświadomienie sobie ramienia powodowało, że pragnienie zajmowało drugie miejsce i nie pochłaniało, lecz stawało się dodatkowym środkiem - użytecznym dla przypominania „ja". W podobny sposób należało podchodzić do wszystkiego, co działo się wokoło: „W wysiłku, by utrzymać świadomość prawej ręki jest również zawarty trud utrzymania dystansu w stosunku do świata zewnętrznego i do siebie - dystansu, dzięki któremu mogę widzieć obiektywnie, co się dzieje we mnie i dookoła mnie. Wtedy rzeczywistość odnowiona jest we mnie w całej swej czystości, wszystko, co widzę, staje się okazją do składania ofiar temu, co się nieskończenie odnawia. Równocześnie, ten w rzeczy samej dziwaczny wysiłek spowodował narodziny dużego 'Ja', pozostawiając za sobą setki niespokojnych i rozpoznanych małych 'ja'. Osadza się we mnie pewna substancja, znikome ziarno 'bycia'".9 Należy podkreślić, że ta „substancja" jest całkowicie różna od hinduskiego poję- cia podstawowego „ja" lub Jaźni, które - jak mieliśmy okazję się przekonać - Gurdżijew odrzucił. Oprócz tych codziennych ćwiczeń, ciężkiej pracy fizycznej i lekcji tańca, ucznio- wie Gurdzijewa musieli obserwować się w sytuacjach emocjonalnych spięć, gdzie sumienie i upór pozostawały ze sobą w sprzeczności. Gurdżijew uwielbiał tworzyć sytuacje, w których człowiek odkrywał się sam przed sobą. Podobnie jak Meher Baba, prosił o zorganizowanie podróży, a potem w ostatniej chwili ją odwoływał lub wyruszał kawalkadą samochodów z pielgrzymami do jakiegoś odległego miejsca docelowego, przedtem jednak mylnie odczytywał mapę lub zapominał, gdzie mieli jechać. Wszyscy zmuszeni byli w środku nocy pojawić się w jakiejś małej gospodzie, gdzie Gurdżijew dla blisko trzydziestu osób zamawiał łóżka i jedzenie, które miało być natychmiast przygotowane. Magnetyzm jego osoby sprawiał, iż właściciel gospody czuł się zaszczycony tym, że może ich obsłużyć, a Gurdżijew całą winę za trudności tej sytuacji zrzucał na swoich uczniów. Nie można było nigdy przewidzieć jego zamiarów, co uczniowie odczuwali jako bolesną inspirację do dalszego rozwoju. Któregoś dnia obwieścił, że Prieure musi być zamknięte, i że każdy powinien je opuścić w ciągu dwóch dni. Uczniowie, któ- rzy zrezygnowali z robienia kariery po to, by tu się uczyć, byli załamani. Niektórzy 72 odeszli bezpowrotnie. Inni pojechali do Paryża, a potem, jak gdyby nic się nie stało, spokojnie wrócili. Wszystko toczyło się jak dawniej. Szczodrość Gurdzijewa graniczyła z fantazją. Kiedyś zaapelował o pomoc finan- sową na niezbędne wydatki w Prieure, a potem pieniądze te wydał na rowery, aby każdy z mieszkańców stał się właścicielem jednego roweru. Amerykanie, główni ofiarodawcy pieniędzy, byli bezradni i rozwścieczeni. Gurdżijew, chcąc uświadomić uczniom, że ich umysł podobny jest do maszyny, zażądał, aby wszyscy składali codzienne raporty o innych - niezawodny sposób tworzenia napięć, które uważał za niezbędne do indywidualnego przebudzenia. Celowo popierał irytujące lub kłótliwe osoby. Jeden z chłopców w Prieure, Fritz Peters, pamięta jak wszystkie dzieci drażniły starego Rosjanina, Rachmilewicza, „ponurego, upartego typa, stale przepowiadającego klęski, wiecznie niezadowolo- nego".10 Robiły wszystko, aby uprzykrzyć mu życie, a każde ich działanie wywoły- wało w nim atak wściekłości. Któregoś lata wszyscy, bez wyjątku, pracowali przy przeformowywaniu trawników, poganiani przez Gurdzijewa, „który przechadzał się tam i z powrotem pomiędzy pracującymi, krytykując każdego z osobna i w ten sposób prowokując ich, by wściekali się na to bezsensowne przedsięwzięcie".11 Po kilku dniach tej pracy Rachmilewicz miał dość. Odłożył swoje narzędzia i powiedział Gurdżijewowi, że nasiona trawy są już zmarnowane, gdyż zbyt wielu ludzi depcze trawnik oraz że nie mają pojęcia, co robią, i że grabią tam, gdzie tylko znajdą kawałek miejsca. Ponieważ Gurdżijew panował nad swoimi emocjami, mogąc nimi dowolnie ma- nipulować, odpowiedział, grając wybuch wściekłości, iż sam wie lepiej jak należy przeformowywać trawniki. Obaj kłócili się zawzięcie przez kilka minut, po czym Rachmilewicz ruszył, w las. Gurdżijew przejął się tym. Później posłał Fritza Petersa, aby poszukał starego Rosjanina. Powiedział mu, że to ważna sprawa. Miał go odnaleźć i prosić o powrót, ponieważ wiedział, że Rachmilewicz w żadnym wypadku z własnej woli nie wróci. Fritz, nie wiedząc dokąd pojechać, zaprzągł konia do wozu i w końcu odnalazł go na starej jabłoni. Po długich namowach, Rachmilewicz zszedł z drzewa na wóz i wrócił. Gurdżijew, zadowolony z obrotu sprawy, zwierzył się Fritzowi, że tak naprawdę to płaci on Rachmilewiczowi, aby mieszkał w Prieure: „Bez Rachmile- wicza Prieure nie byłoby tym, czym jest; nie znam nikogo takiego jak on, kto samą swoją obecnością, bez świadomego wysiłku, tworzy tyle napięć we wszystkich, którzy go otaczają".12 Dla kogoś z zewnątrz Prieure musiało być niezwykłym, lecz wartym próby miejscem do życia. Jego mieszkańcy oczarowani byli swoim guru, z entuzjazmem podejmowali wszelkie prace, by go zadowolić. Katarzyna Mansfield wybrała to miejsce spośród wielu innych, aby spędzić tu ostatnie tygodnie swojego życia, a inni pisarze i wybitni ludzie o różnych przekonaniach przebywali tutaj całymi miesiącami, a nawet latami. Sam Gurdżijew mógł wydawać się mistrzem na pokaz, niezmiernie utalentowa- nym guru-łajdakiem, oportunistą rozumiejącym zasadnicze prawdy, które potrafił objaśniać z taką siłą, że ich wpływ był prawdopodobnie ważniejszy niż sama treść. 73 Pozostawi! niezatarte wrażenie na Zachodzie. Do dziś pisze się o nim książki. Dla tych, którzy go znali, byt pełen życia, otwarty na wewnętrzną prawdę każdego człowieka, jakiego spotkał. Dla tych, którzy go czytali, istota jego nauki wywodzi się z wielkich prawd, jakie można znaleźć we wszystkich religiach, a najważniej- sza to ta, że człowiek sam nie może się udoskonalić. Niezależnie od okoliczności, ma osobowość maszyny. Sam nie może działać. Tylko poprzez obserwację poczy- nań osobowości zaczyna ją osłabiać, a gdy przemieni jej naturę w pasywną, wów- czas wyłoni się wielkie „ja". Jest to coś, co rzeczywiście działa - prawdziwe życie. Gurdżijew wierzył, że jedyną drogą wyjścia z ludzkiego dylematu jest zmiana świadomości dotycząca tego, kim się jest, w czym zgadza się z Krishnamurtim, Ramaną Maharishim i Dhiravamsą, którzy uważają, że świadomość „ja" jest nie- zbędnym warunkiem do odkrycia tego, co je przewyższa. „Bądź świadomy siebie zawsze i wszędzie"13 - mówił Gurdżijew. „Wszelka energia wydatkowana na świadomą pracę jest inwestycją; to, co wy- konywane mechanicznie, jest bezpowrotnie stracone".14 „Umieć działać, to najwyższe z tego, co człowiek może osiągnąć".15