W poszukiwaniu tożsamości
Ogólne przesianie tej książki zawiera się w tym, że powinniśmy obudzić się na
cud najbliższego - tu i teraz - świata natury. Powinniśmy widzieć całość rzeczy,
oczyszczoną z osobistych odczuć. Ludzki duch pragnie - mówią mędrcy - jasności
i światła umysłu, gdzie odczucie „mnie" i „moje" traci swoją ważność; odgrodzenia
od „ja", gdzie świat akceptowany jest bez osądu, widziany bez cienia potrzeby, by
złapać go czy też posiadać; spokoju i ciszy umysłu, w którym odsłania się boska i
transcendentalna natura życia.
Lecz możemy zapytać, czy to znaczy, że człowiek musi stracić swoją osobowość,
wytępić siebie jako ludzką istotę? Czy zostanie zanegowany, czy będzie uważany
za osobę bez żadnej właściwej tożsamości? Każdy mistyk daje na to pytanie inną
odpowiedź, lecz wszyscy zgodnie twierdzą, że człowiek raczej odnajduje siebie, a
nie gubi, gdy odkryje swoją prawdziwą istotę i rozpozna naturę otaczającego go
świata.
Dlaczego tego jeszcze nie wie? Dlaczego musi wyruszać w podróż, by odkryć coś,
co tkwiło w nim cały czas - podobnie do księcia z bajki, który objechał świat w
poszukiwaniu klejnotu znajdującego się na jego czole, a którego nie zauważył.
Dzieje się tak dlatego, że człowiek jest omamiony - twierdzi większość mistyków -
a jego podstawowe złudzenie nie tkwi w nim samym, lecz w jego obrazie siebie.
Gdy przestanie utożsamiać się z tym obrazem, może stać się prawdziwym człowie-
kiem, rzeczywistą osobą, być w jedności ze sobą.
Prawdziwe jest to, iż wewnętrzna tożsamość człowieka często jest ukryta nawet
przed nim samym. Przyczyną tego stanu rzeczy jest skłonność do uzależniania się
od opinii innych ludzi. Dla Gurdżijewa człowiek nie jest czymś lepszym od cho-
dzącej maszyny, dopóki nie przestanie się utożsamiać z każdym wydarzeniem,
każdą reakcją i każdą myślą. Prawdziwa osobowość człowieka - uważał - zaczyna
się z chwilą, gdy uzna siebie za kogoś, kto był do tej pory nierzeczywisty; a może
największa wartość nauki Gurdżijewa tkwi w podkreśleniu potrzeby, byśmy prze-
stali zachowywać się jak szczury w klatce, podskakujące na widok cienia.
Gurdżijew powiedziałby, że człowiek dopóty nie żyje jako człowiek, dopóki nie
zacznie krystalizować swojej zasadniczej natury, zmniejszając swoje uzależnie-
nie od otaczającego go świata. Podobnie mówił don Juan o odczepieniu projekcji
swych myśli i uczuć od wszystkiego, co jest poza nim. W zasadzie panuje ogólna
zgoda wśród mistyków i mędrców co do tego, że człowiek musi od nowa spojrzeć
na siebie i świat, jeżeli ma doświadczyć rzeczywistości. Różnice między nimi pole-
gają na odmiennych metodach, by pomóc człowiekowi to osiągnąć.
Istnieje wspólna płaszczyzna porozumienia między Alanem Wattsem, Krishna-
murtim, Ramaną Maharishim, Martinem Buberem i don Juanem. Zazwyczaj mó-
wią oni, że człowiek od narodzin jest w określony sposób uwarunkowany i patrzy
na świat i siebie poprzez to uwarunkowanie. Lecz naprawdę świat przypomina
plamę z testów psychologicznych - ludzie zamieniają ją w to, co im pasuje, a ma to
niewielki związek z tym, czym jest naprawdę. Opisujemy to, co się dzieje, zamiast
tego doświadczać; wiemy o tym, zamiast tym być, i tak zaczynamy żyć w świecie
wymyślonych idei i słów, a nie w rzeczywistości. Obaj, Alan Watts i Krishnamurti,
bardzo wyraźnie to podkreślają, lecz żaden z nich nie proponuje praktycznych
sposobów przełamania bariery słowa, mimo iż Alan Watts paktykował i propago-
wał różne tradycyjne techniki, jak siedzenie w cichej medytacji i śpiewanie
mantr. Krishnamurti zalecał świadomość pozbawioną wyboru, byśmy sami mogli
zobaczyć, że to umysł, podobny małpie ze swoją nieustanną paplaniną i ideami,
odpowiedzialny jest za nasze złudzenia - lecz nie mówi nam, co powinniśmy zro-
bić, do momentu, gdy naprawdę zaczynamy sobie to uświadamiać. Może najlepsze
w ich poglądach jest to, że stymulują inne myślenie i wznioślejsze uczucia za
pomocą żywego, jasnego i bardzo przekonywającego zrozumienia samego życia.
Ramana Maharishi, Buber, don Juan i Harding podchodzą do tego samego pro-
blemu, jakim jest uwarunkowanie człowieka, na różne sposoby - to znaczy zasta-
nawiają się nad związkami człowieka z Bogiem (lub z Jaźnią albo z nagual, albo z
Najgłębszym). Zgadzają się co do tego, że człowiek błądzi w swojej ocenie siebie -
uważa, że jest autonomiczny i ma własną siłę - podczas gdy oni twierdzą, iż musi
odkryć, że naprawdę nie jest taki i że jego Nieuwarunkowana Istota jest nieskoń-
czenie większa od jego indywidualnego „ja".
Ramana Maharishi proponuje trudne, lecz obiecujące ćwiczenie: pójście za
myślą „ja" do końca, aż do odkrycia, że znajduje się ona w Nieskończonej Jaźni.
„Kim jestem?" jest przypuszczalnie najbardziej podstawowym pytaniem ze
wszystkich pytań, ale równocześnie zastawia najwięcej pułapek, potrzeba więc
jakiegoś guru, by to zrozumieć.
Buber posługuje się stwierdzeniami, nie proponuje żadnych metod na ich zro-
zumienie; możemy więc zrozumieć go tylko wtedy, gdy sami osiągnęliśmy już
podobny poziom świadomości. Jego uwagi, mimo iż pozornie łatwe, zawierają głę-
boką mądrość, tak że prowadzą czytelnika, jeśli tego chce, długą drogą ku praw-
dzie swej tożsamości.
Merton również proponuje nam więcej mistyki niż praktycznej nauki, ponieważ
jego „kontemplacja" uwikłana jest w życie klasztorne. Przedstawia dla nas jednak
wielką wartość, gdyż z dużą janością widzi on związek człowieka i Boga; prostym,
lecz dużo mówiącym językiem opisuje owoce kontemplacji („intuicyjne przebu-
dzenie, w którym nasza wolna i indywiudualna rzeczywistość w pełni budzi się na
własne egzystencjalne głębie, a te z kolei otwierają się na tajemnicę Boga").
Metoda Hardinga, by zobaczyć różnicę między człowiekiem a jego Źródłem -
Pustką - Najgłębszym, jest niezwykłą i oryginalną techniką dosłownego patrzenia
do wewnątrz i spostrzeżenia, że człowiek nic tam nie widzi. Do wniosku, że nic to
Nicość, doszedł sam, a jego metody mogą pomóc w drodze do osiągnięcia wolnoś-
ci.
Theilhard de Chardin mniej zajmuje się człowiekiem i jego próbami, by odkryć
swoją prawdziwą tożsamość, a bardziej ogólnym rozwojem ludzkości i jej przysz-
łością. Nie wnika w metody prowadzące do oświecenia „ja". Lecz jego obserwacje
dotyczące ludzkiego uwarunkowania wzbudzają powszechne zainteresowanie.
Tak samo Aldous Huxley nie posiada żadnych metod, które mógłby nam podsu-
nąć (chyba że zaliczymy do nich meskalinę i LSD). Jest on, podobnie jak więk-
szość z nas, badaczem i właśnie jego porażki jak i odkrycia są cenne dla czytelni-
ków, a także pomagają poszukującym zauważyć własne błędy.
Natomiast Pak Subuh, Meher Baba i Maharaj Ji służą nam mniejszą pomocą.
Gdyż i Pak Subuh, i Maharaj Ji twierdzą z uporem, że najpierw musi zadziałać w
nas siła wewnętrzna, nim zacznie się jakakolwiek praca, a Meher Baba idzie dalej
i żąda, by mu się całkowicie poddać. W idei pokory tkwi wielka prawda - szcze-
gólnie dotyczy to poddania się w latihanie, w którym uległość wobec woli Boga
zaczyna porządkować nasze życie. Nie możemy jednak oprzeć się wrażeniu, że na
sam akt pokory oraz na wynikającą z tego nagrodę, trzeba zasłużyć; że bez
doświadczania upadku i podnoszenia się człowiek nie będzie dostatecznie przygo-
towany, by chodzić. To wszystko wydaje się trochę za łatwe i mało prawdopodob-
ne. Jednak analiza dotycząca struktury człowieka przeprowadzona przez Paka
Subuha jest przejrzysta i zgodna z koncepcjami innych mistyków, szczególnie z
Gurdżijewem. Obie wskazują na to, że natura ludzka jest całkowicie uwarunko-
wana, z wyjątkiem jednej sprawy - zdolności człowieka do pragnienia poddania
się Bogu.
Dla wielu ludzi system mantr Maharishiego Mahesh Yogi wymaga określonego
wysiłku, jaki muszą wygospodarować ze swego, przeładowanego obowiązkami,
życia. Nie stawia on jakichś wyższych celów duchowych i może właśnie dlatego
tysiące ludzi chętnie stosuje jego mantry jako terapię. Uzdrawiający relaks może
prowadzić do pełniejszego zrozumienia i, pod pewnymi względami, Maharishi
może znaleźć skuteczniejszą odpowiedź na duchowe potrzeby i problemy człowie-
ka niż jakikolwiek inny mistyk. Gdyż - jak mówi - dzięki mantrze można zacząć
widzieć, jak powstają myśli, i dzięki temu badać obszar własnej tożsamości. Jego
technika odwołuje się do tradycji, lecz nie powiązanej z tradycją filozoficzną, któ-
rą tłumaczą buddyści. Dlatego również i to, podobnie do krishnamurtowskiej
świadomości bez wyboru, może osadzić człowieka na mieliźnie.
Nie można tego powiedzieć o żadnym z buddystów. Łączą oni zasadnicze poszu-
kiwanie tożsamości z tradycyjną wiedzą i twierdzą, że ludzkie pojmowanie siebie
jako oddzielonej jednostki jest błędne. Nie istnieje oddzielenie - mówią. Forma
jest pustką i pustka jest formą. Tak więc forma w całej swej Takości jest sposo-
bem, w jaki powinniśmy doświadczać świata. Jest to doktryna dla większości z nas
trudna do pojęcia (lecz może najbardziej ze wszystkich zadowalająca). Jesteśmy
bowiem obciążeni dualistyczną ideą Boga i człowieka jako oddzielonych od siebie,
nawet jeżeli boga nie nazywamy Bogiem. Buddyści jednak proponują nam pomoc
w zrozumieniu ich punktu widzenia, a do dyspozycji mają sporą ilość metod i
technik.
Okultyści, Dion Fortune i Rudolf Steiner, także korzystają z buddyjskich i hin-
duistycznych technik, lecz mają na względzie inny cel. Celem wielkiej religii jest
przekroczyć ego, zwrócić ludzką świadomość ku Temu, co stanowi, Źródło i zjed-
noczyć człowieka ze światem tak wzniosie, by zobaczył wszystkie sprawy w ich
pełni, by był w jedności z tym, co jest, a co, pod pewnymi względami, to przekracza,
zawierając jednak każdy aspekt „dziesięciu tysięcy spraw". Celem okultyzmu jest
odkrycie i intelktualne zrozumienie wielkich nieznanych płaszczyzn egzystencji,
będących poza zwykłą świadomością człowieka - np. życie przed i po śmierci - po
to, by dzięki tej poznawalnej zmysłami wiedzy można było żyć życiem wiecznym
na ziemi.
Okultyści chętnie w swojej praktyce stosują techniki hinduistycznej i buddyj-
skiej jogi, ponieważ rozwijają one serce i umysł. Niebezpieczeństwo jednak okul-
tyzmu polega na tym, że jest to pragnienie, by wiedzieć, a nie by być; by podbijać, a
nie poddawać się; a to z kolei prowadzi do dziwnych, niewłaściwie stosowanych
praktyk i pretensji do boskości. Dwóch okultystów, których przedstawiłam, potra-
fiło się uchronić przed prymitywnymi, atawistycznymi krańcowościami magii i
świadomie unikało tej pułapki. W rzeczywistości badanie Kabały przez Dion For-
tune i stosowanie jej systemu w mistycznym sensie właściwie nie pozwala jej
sklasyfikować jako okultystki, gdyż sama Kabała jest prawdziwie religijną ścież-
ką, i każdy, kto się nad nią zastanawia, musi w końcu dojść do punktu pokory,
będącego podstawą mistycyzmu. Gorąco wierzyła w stopniowy rozwój okultysty.
Każdy symbol należało sprawdzić za pomocą badań, a wszelkie uwarunkowania
umysłu sklasyfikować; z tego wynika, że jej początkowe podejście zasadniczo róż-
niło się od podejścia mistyka.
Rudolfa Steinera chroniło to, że kochał ludzi i bardzo pragnął służyć im poprzez
rozwijanie własnych sił. Ostateczny, transcendentny związek mistyka nie był
ważniejszy od odkrycia właściwego zrozumienia tego świata, co w zasadzie ozna-
czało dostrzeganie jego związku z innymi - wyższymi światami. Przewidywał
pełen chwały rozwój myśli i uczuć człowieka, tak jak widział to Teilhard de Char-
din, i czytelnik może zauważy pewne analogie dotyczące ewolucji u obu myślicieli.
Steiner, podobnie do Fortune, wykorzystywał metody tantryczne, lecz chodziło mu
o pełną świadomość uwarunkowań, przez które w swoim rozwoju musi przejść
wieczna dusza człowieka, a nie o osiągnięcie związku ze Źródłem wszystkich
dusz.
Matka Teresa, będąc głęboko wierzącą chrześcijanką, bardzo zbliża się do bud-
dyzmu dzięki temu, że czci wszystko, co spotyka. Poddała się Bogu i widzi Boga we
wszystkim. Teologicznie jest bardzo od buddyzmu oddalona, gdyż dla Matki Tere-
sy Bóg jest w rzeczach, a dla buddystów on (lub Takość) jest rzeczami. W praktyce
jednak są sobie bliscy, a najwyższe ideały chrześcijaństwa i bodhisattwy nie kłócą
się ze sobą.
Wszystkie te różnorodne przesłania mędrców i mistyków nakazują nam obudzić
się; odkryć, kim jesteśmy; spojrzeć na otaczający nas świat, jakbyśmy czynili to po
raz pierwszy, i wejść w kontakt z rzeczywistością. Musimy przerwać łańcuch
naszych uwarunkowanych umysłów i wejść w wolność teraz. Te łańcuchy podob-
ne są do pajęczyny utkanej z błyszczącej nici, która jednak zrywa się za pier-
wszym dotknięciem. Im bardziej się wahamy, tym gęstsza robi się wokół nas paję-
czyna. Pająk to jakby przekonanie, że każdy człowiek oddzielony jest od reszty
świata, całkowity i samowystarczalny, pogrążony wewnątrz małego „ja". Nirwana,
Niebo, Rozkosz-Bycia-Świadomością, Wyzwolenie pojawiają się dopiero dzięki
odkryciu, że tak nie jest.